Zawsze mówią: nie idź tam gdzie tanio. Ja poszłam i wyszłam na tym jak wyszłam.
1. Plac manewrowy - w opłakanym stanie, nawierzchnia nierówna, w niektórych miejscach żwir, dziury w asfalcie (łatane w trakcie godzin jazd kursantów); korzystało z niego duuuużo motocykli i samochodów równocześnie z innych szkół - wieczne kolejki, czekanie aż samochód usunie się z trasy motocykla etc)
2. O ustawienie pomiaru prędkości trzeba było się dopraszać, liczniki w wiecznej naprawie
3. Instruktor znikał w przybudówce z której rzekomo oglądał kursanta, zamiast stać przy człowieku, poprawiać technikę, albo spędzał 30 min na fotografowaniu zaplątanego w ogrodzenie jelenia (serio)
4. Informacje o sposobie wykonywania zadań egzaminacyjnych przekazywał niekompletne
5. instruktor nie brał mnie na poważnie, nie przykładał się a pod koniec kursu zdziwiony że człowiek nie umie
Ogólnie dużo tego, szkoda strzępić języka. Egzamin zdany po łącznie 10 jazdach doszkalających w innej szkole.
Podsumowując: żenada.
Edit: moja "ulubiona" sytuacja: instruktor zadzwonił i powiedział, że jedzie na miasto i może nie wrócić punktualnie, zostawi motocykl i mam zacząć jeździć a on przyjedzie 10 min spóźniony, Okazało się że po prostu zapisał sobie na ten czas drugiego kursanta i pojechał z nim na miasto, wrócił dokładnie po 2 godzinach kiedy ja skończyłam moje samodzielne ćwiczenie manewrów.
Instruktor: p. Andrzej. nie polecam.