Pracownik02.04.2025 10:59
Były pracownik
Niestety ale inne negatywne komentarze o firme są prawdziwe i mój też taki będzie. Idąc do firmy radze zastanowić się dwa razy i lepiej przeszukać jeszcze raz rynek pracy. Firma (prezes, dyrektorzy db i dg) uważają, że pracownik powinien się cieszyć, że ma prace i mogą robić z nim co chcą. Nie mają problemu dać papier do podpisania ze zmianą zakresu prac (oczywiście na większy zakres), zmianą stanowiska (dołożenie 2 lub 3 stanowisk), zmianą działu. Takie zmiany to są widzimisię zarządu i nie niosą za sobą zmiany wynagrodzenia. W budoserwisie, pracownik rzadko kiedy ma jedno stanowisko. Brak zaufania do pracowników. Osoby na stanowiskach decyzyjnych jak np. kierownik kontraktów, muszą się każdorazowo spowiadać (pisząc notatki) gdy były/wracają z obiektów na których prowadzą inwestycję. Przed wyjazdem musza uzyskać podpisy 3 osób na delegacji by w ogóle mogły wyjechać (kierownik działu, sekretariat, dyrektor). Zawsze sekretariat notuje, gdzie się wyjeżdża, o której godzinie i o której się wróciło. Kierownicy będący na obiektach muszą potwierdzać obecność na obiekcie poprzez uzyskanie podpisu na papierowej delegacji, którą to dostarcza się do firmy. Samochody służbowe oczywiście posiadają gps oraz konieczność rozpisywania papierowej ewidencji. Auta jakie się dostaje to Skoda Fabia z silnikiem 1.0 oraz LPG. Szczyt inwigilacji to czytanie służbowej korespondencji. W regulaminie firmy brak jest informacji, na którą pracownik wyraża zgodę, że pracodawca będzie śledził i czytał korespondencje mailową. Wysyłane i odbierane maile czyta wiele osób, kierownik wydziału, dyrektorzy, sekretariat oraz jeszcze jedna osoba. Tak jak wspomniałem firma utknęła w epoce papieru. Gdy sekretariat uzna, że wysłany/odebrany mail jest ważny lub problematyczny to go drukuje i puszcza w obieg by odpowiednie osoby się z nim zapoznały (oczywiście często te osoby są w mailu jako DW). W firmie jest wieloetapowość podpisów, każdy dokument podpisywany jest przez wiele osób, lecz gdy wydarzy się jakiś problem to nikt z góry, kto podpisywał dokument nie bierze odpowiedzialności, wszystko spada na dół. Wiele dokumentów jest po prostu podpisywanych bo tego wymaga firma. Budynek jest nieco przepełniony, pracownicy również mają biura w piwnicy, gdzie światła dziennego praktycznie brak. Zarobki - Nie dajcie się zwieźć obietnicom w postaci premii. Dostaniecie tyle i wywalczycie jako podstawa. Dyrektorzy zapewniają, że większość dostaje premie za kontrakty lecz właśnie większość pracowników nie dostaje żadnych premii. Stawki na stanowisku kierownik kontraktu (gdzie z reguły prowadzi się 2-3 inwestycje) są małe. Zapewniam, że bez problemu tyle samo lub więcej dostaniecie jako inżynier budowy. Z plusów to wypłata na czas. W budoserwisie, pracując jako np. kierownik kontraktów nie jesteś na tyle decyzyjny, żeby podpisywać nawet błahe dokumenty. Tutaj każdy dokument musi posiadać podpis oraz pieczątkę dyrektora generalnego, np. pismo do inwestora w sprawie załatwienia szatni dla pracowników. W budoserwisie nie da się prowadzić projektów, tutaj wiele osób macza palce i mówiąc brzydko wtrąca się do prowadzenia zadania, od BHP, kierownika robót, aż po dyrektora. Radze również uważać na dyrektora db, wymaga aby to on podejmował ważne/kluczowe decyzje nt. projektu (co jest w miarę zrozumiałe), lecz nie podejmuje takich decyzji, które zostawiają ślad, np. papierowo/mailowo (notabene na pytania zawarte w mailach, nie odpowiada). Decyzje podejmuje słownie, lecz gdy jest coś nie tak nie ma skrupułów na zarządzie powiedzieć, iż nie wydał zgody i podwładny dokonał samowolki, wręcz wbrew jemu. Tutaj radze się mocno zabezpieczać w firmie w ślad, na papierze lub mailowo. Chociaż i to nic nie daje, ponieważ zarząd ma swój świat, niezależnie od realiów.
Niemniej jednak miałem przyjemność poznać tam parę bardzo fajnych i życzliwych ludzi.
Podsumowując radze się zastanowić dwa razy, ja się cieszę, że już tam nie pracuje, a znalezienie firmy z lepszymi warunkami nie było trudne.