McDonald's w Galerii Łódzkiej.
Pracując wcześniej na Bazarze i na Montanie, przeżyłam swojego rodzaju szok w tamtym miejscu. Moja praca trwała tam bardzo krótko, a szkoda, bo byłam w stanie wiele zaoferować swoim doświadczeniem. Podczas rozmowy o pracę spytałam wprost o atmosferę pracy, bo był to dla mnie kluczowy aspekt - praca przy nawale gości była mi niestraszna. Dodatkowo określiłam swoje godziny pracy, ponieważ mieszkałam dość daleko i miałam utrudniony dojazd nocny. Zostałam zapewniona o dobrej atmosferze i dostosowania godzin pode mnie. Zgodziłam się, rezygnując z innej oferty, z powodu sentymentu do tej pracy.
Już na samym początku przeżyłam rozczarowanie poznając niestety menadżerkę, która zajmuje się grafikami. Od razu ustawiła mnie na tak zwane myjki, chyba z braku sympatii, bo bardzo było to po niej widać. Nie było mi to straszne, gdyby nie fakt, że kończąc o godzinie dedykowanej w grafiku udałoby mi się zdążyć na ostatni tramwaj, a często po prostu człowiek się nie wyrabiał. Nie chcę by też tak zabrzmiało nietaktownie, ale menadżerka ta o dość rozbudowanych kształtach, w tak ciasnym miejscu, po prostu pchała się na kuchni, nie przepraszając, dociskając mnie i zapewne innych pracowników do blatów (Miałam rozległe siniaki na udach!), często zakłócając przy tym pracę na kuchni. A tyle się mówi, by przechodzić nie po stronie robienia kanapek... Nie chodzi mi o jej tusze, ale o samoświadomość zakłócania pracy i nie wciskania się tam, gdzie ciężko jej byłoby przejść. Wszystkim właściwie trudno było tamtędy przejść, żeby nie było. Zostałam zaproszona na grupę na mesendzerze, gdzie głównie wstawiany był grafik. Z nudów scrollowalam sobie wcześniejsze wiadomości i to jak ów menadżerka od grafików się odnosiła do pracowników przechodzi ludzkie pojęcie. Wielkie prawo do zmiany grafiku ciągle budziło tam pole do dyskusji, rozumiem że ma takie prawo - ale niejednokrotnie ktoś pisał, że ma zajęcia, wykłady i czemu znów został zmieniony grafik... Człowiek się bał przyjść do pracy i zajrzeć w grafik, czy mu się plany nie pozmieniały. Ciągle podkreślałam w menadżerskim, że chciałabym się wykazać na porankach, ponieważ zmiana z "myjką" zawsze daje mi niepewność powrotu do domu o normalnej porze, a nie tłukąc się nocnymi autobusami z pijanymi ludźmi. Jestem kobietą i miałam prawo się tego bać - swoją drogą, jak raz się niewyrobilam, wróciłam przed 3 do domu, a na 13 trzeba było już być w pracy. Pracodawcę to nie obchodzi - Jak się wyrobisz, tak se wyjdziesz. Doświadczone panie Ukrainki wychodziły wcześniej, bo już z automatu wiedziały co robić, ALE MNIE NIE OBCHODZIŁA MOŻLIWOŚĆ WCZEŚNIEJSZEGO WYJŚCIA. Chciałam wychodzić o czasie, a nie (usunięte przez administratora) jak (usunięte przez administratora) modląc się, czy zdążę wrócić do domu o takiej godzinie, by zdążyć się wyspać na kolejny dzień. Oczywiście krzyk, by pisać prośby do grafików, które ostatecznie nie były brane pod uwagę. No pani menadżerka od grafików albo ma bardzo smutne życie i je wyżywa na pracownikach, albo nie wiem o co właściwie jej chodziło, ale samo jej pojawienie się w pracy sprawiało, że się żyć odechciewało! Pracownicy dosyć mili, ale z tendencją od razu do dzielenia na się przykrymi doświadczeniami z pracy, które się oczywiście potwierdziły. Ludzie, nie męczcie się w takich miejscach, jeśli jeszcze tam pracujecie! Stać was na coś lepszego, NA SZACUNEK W MIEJSCU PRACY. Menadżerowie generalnie chyba wzięci z sympatii kierowniczki, która już w drugi dzień pracy pokazała mi jako nowemu pracownikowi, jak to wypada drżeć się na dziewczynę, która się popłakała przy mnie. A dlaczego? Bo nie zapukała do pokoju menadżerskiego, a chciała wziąć paczkę nowych rękawiczek...
Niektórzy menadżerowie, głównie menadżer nocki z taką zerową wiedzą, że aż za język się łapałam. Kiedyś byłam menadżerem i jak na szkoleniu słyszałam takie fantazje z ich strony to ciężko mi było uwierzyć. Szkolenia nieprofesjonalne, wiedziałam więcej, niż niejeden pracownik od szkoleń. Swoją drogą, najczęściej uczyła mnie Ukrainka, która pracowała tam parę miesięcy... Menadżer nocki lubił się popisywać znikomą wiedzą, a kiedy raz już machinalnie zwróciłam mu uwagę, że mówi błędnie, rozpoczął się horror. Ktoś bliski przyszedł do restauracji zjeść, z kuchni uśmiechnęłam się do tej osoby, menadżer widząc to zaczął się na mnie wydzierać PRZY GOŚCIACH, kiedy nie wytrzymałam i powiedziałam, że rzucam wypowiedzeniem, to jeszcze długo się darła, ZE MAM WYJSC I PRZYJSC Z WYPOWIEDZENIEM. Po prostu wstyd, ale nie dla mnie, a dla Niej. Jaki ona dała przykład pracownikom? A gościom? Już więcej tam nie wróciłam! I nie polecam nikomu, naprawdę. Chciałam tylko miłej atmosfery, nie zamierzałam wychylać się ze swoją wiedzą, tylko na spokojnie pracować... Prosiłam menadżerów nawet, by nie mówili innym, że kiedyś byłam menadżerem, nie chciałam osadów - Oczywiście plotka rozniosła się NATYCHMIASTOWO. To był koszmar! Cała kadra menadżerów jak dla mnie to wymiany, albo ponownie na szkolenie.