Tak jak wyżej - na początku wszystko fajnie, przyjmują Cię do pracy praktycznie od razu, młodzi ludzie w zespole, muzyczka z radia leci w tle, kawa i herbata w kuchni, godziny elastyczne, możliwość pracy zdalnej.
Ale potem... poraźka.
Dostajesz do kodowania więcej kilometrów dróg, niż jesteś w stanie zrobić. Efekt taki, że nieraz kodujesz po nocach. I nie, nie zależy to od nieodpowiedniej organizacji własnego czasu, tylko od terminu, jaki Ci narzucają. Starasz się, wypluwasz sobie oczy w tym monitorze, a potem i tak dostajesz milion poprawek. I, oczywiście, kolejny termin na ich odesłanie. A więc znowu siedzisz przed monitorem kolejne godziny i poprawiasz tą samą drogę. Gdyby wypłata była godzinowa to jeszcze ok, ale w Sigmie płacą za ilość zakodowanych kilometrów. Ciężko mi przeliczyć, ile wychodziła mi stawka na godzinę, ale biorąc pod uwagę czas na niekończące się poprawki, byłaby śmiesznie mała.
Oprócz terminów i stawki najgorsza jest ich niekompetencja - na wypłatę naprawdę czeka się miesiącami. Trzeba dopominać się o pieniądze, które Ci się należą. Nawet na zwykłe podpisanie umowy można czekać parę miesięcy... Tak jak ktoś pisał tutaj wcześniej, wiecznie albo nie ma szefa, albo czekają na kasę od zleceniodawcy, albo jeszcze coś. To zdecydowanie NIE SĄ normalne warunki pracy, tym bardziej, że od swoich koderów rygorystycznie wymagają dotrzymywania terminów. I nie są to tylko moje osobiste doświadczenia, znam bliżej parę osób, które tam pracują, i miały tak samo.
Zresztą, co tu się będę rozpisywać - sam fakt, że regularnie szukają po kilkunastu nowych koderów do pracy, chyba o czymś świadczy. Duża rotacja w firmie = dużo osób bardzo szybko rezygnuje. I wcale im się nie dziwię ;)