Miałam okazję pracować w jednym z punktów w woj. łódzkim. Było to ponad rok temu. Zrezygnowałam z tej pracy na rzecz innej (wydawałoby się lepszej bo na umowę o pracę). Rozstałam się z Chic w sposób kulturalny i z ulgą opuściłam szeregi firmy. Nie ze względu na zarobki ale na atmosferę jaka panowała w moim punkcie. Kolesiostwo pomiędzy menago a jedna z pracownic aż kuło w oczy. Przymykanie oczu na wiele niedopuszczalnych czynów było na porządku dziennym. Umowa o pracę? Tak, ale dla wybranych, przez co inni pracownicy byli traktowani gorzej. Rozmowa kwalifikacyjna? Dla mnie ok, choć tak naprawdę nie miało to nic wspólnego z rozmowami jakie prowadzi się w innych firmach. Przez to co się działo w moim punkcie od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem zmiany pracy. Podczas spotkania z dyrektorem nie omieszkałam powiedzieć co myślę o współpracy z menago i jaka jestem ,,zniesmaczona,, jej postawą i traktowaniem nas jako pracowników. Nie pozostało to bez echa. Jedna z pracownic została zwolniona a z menago nie wiem co się tak naprawdę działo bo w międzyczasie i tak zmieniłam pracę. Sądzę, że jej ,,kariera" dobiegła końca na krótko po moim odejściu. Zasada ,,dzisiaj jesteś, jutro cię nie ma" w tej firmie jest na porządku dziennym. Nie nadążali z rekrutacją pracowników. Ciągle dostawało sie maile, ze potrzebne zastępstwo do innego punktu itp. Sądzę, ze gdyby nie te nędzne 7 zł wtedy i brak normalnej umowy to może i pracowałabym do dnia dzisiejszego. Praca do ciężkich nie należała. Trzeba było być na bieżąco z asortymentem. Jak sprzedało sie premiowane produkty to i ta wypłata była lepsza. No i atmosfera to była podstawa tej pracy. Jak się miało fajnych ,,kompanów" obok siebie to i praca fajna była. Nie winię tutaj dyrekcję za to ze to tak wyglada a nie inaczej. Gdyby menadżerowie lepiej przykładali sie do swojej pracy to i efekty wyglądałyby inaczej. Uważam, że nadzór nad nimi był za niski i wszystko wymykało się spod kontroli a oni zachowywali się jakby ni