Prace w Tide w dziale produkcji można opisać dwoma wzorami:
1) senior developer = x * stażysta
2) zarobek = wypłata netto - koszt psychologa
Jeżeli myślisz o rozpoczęciu pracy na stanowisku programisty w Tide, zastanów się dwa razy, bo zostanie Ci zafundowany:
- nierealny termin realizacji zadań
- krążenie wokół minimalnej krajowej (przynajmniej w moim wypadku)
- ciągły stres i presja
- nadgodziny (jeżeli jesteś mądry to ten podpunkt Cię nie dotyczy - ja początkowo nie byłem) .
Totalnie można tu zapomnieć o czymś takim jak work-life balance. Przychodzisz do roboty zestresowany, wychodzisz zestresowany i zdenerwowany.
Opowiem po krótce o schemacie wytwarzania/utrzymywania programowania:
- NAPRAWA BŁĘDU -
Dostajesz zazwyczaj dwa zdania opisujące problem. Nie wiesz, gdzie masz szukać serwisów, bo skąd masz wiedzieć skoro słyszysz o nim pierwszy raz. Najczęściej podczas przydzielania tego taska słyszysz znamienne "Zapytaj [miejsce na imię najstarszego stażem programisty, który ma tyle pracy i obowiązków jednocześnie, że ostatni raz kiedy spał 8 godzin to noc z 14 na 15 grudnia 2017], on Ci powie". Tym oto sposobem zaczynasz solo wędrówkę po serwisach, które nazwą mogą mieć coś wspólnego z tematem. W głowie rodzi Ci się pytanie "no dobra, będzie w dokumentacji". No nie będzie, bo nie ma dokumentacji lub jest przestarzała (kto by miał czas to pisać, skoro masz przekroczone wszystkie terminy i starasz się dowieźć jak najszybciej). Zegar tyka, a Ty dzielnie przewalasz repozytoria.
- WYTWARZANIE -
Tutaj z kolei jest tak zwana "Wolna Amerykanka". Jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Jeżeli funkcjonalność nie jest krytyczna to wszyscy mają wbite w to co napiszesz, ma to pozornie działać. Dostajesz pobieżny opis tematu i sam to projektujesz, programujesz. Jeżeli zagadnienie jest turbo ważne to w ramach możliwości możesz spodziewać się pomocy ze strony [miejsce na imię wspomnianego w podpunkcie wyżej programisty].
- UTRZYMYWANIE -
Tutaj to nawet nie chce mi się rozpisywać. Zamiast utrzymywać, pewne funkcjonalności trzeba przepisać (plot twist - nie ma czasu). Opakowywanie g**na pazłotkiem nie czyni z tego złotego monumentu.
Jeżeli rozstajesz się z firmą, a Twoje stosunki z bezpośrednim przełożonym nie były najlepsze (tak jak moje) to możesz mieć za pewnik, że Twoi byli współpracownicy jeszcze usłyszą o Tobie kilka wspomnień z ust tego gentlemana, jaki to nie byłeś na którymś z zespołowych spotkań. Manipulowanie, kłamstwa i wciskanie zadań, które nijak mają się do stanowiska, które zajmujesz. Wielu pracowników wpadło w tę pułapkę dawno temu i zostało zaszufladkowanych w konkretnych tematach z których nie mogą się wydostać bo nie ma kto ich zastąpić. W pewnym momencie zaczynasz zastanawiać się czego bardziej nienawidzisz, tej roboty czy samego siebie za to, że dalej siedzisz w bagnie. Jedyne co w tej firmie gra to ludzie i klimat, który Ci ludzie tworzą. Nie wiem czy ten wpis coś wniesie i czy ktokolwiek zwróci na niego uwagę... Komunikowanie problemu (jednoosobowego problemu według mnie) i delegowanie go wyżej średnio sprawdzało się, kiedy byłem zatrudniony. Nie wiem jak to wszystko przedstawiane jest zarządowi/radzie nadzorczej, czasem miałem wrażenie, że totalnie mogą nie wiedzieć jakie panują nastroje wśród programistów.
Na plusik: wyjazdy firmowe realizowane na pełnej pompie (nijak to nie rekompensuje straconych nerwów jak coś).
Podsumowując: jeżeli nie masz innych perspektyw to melisa i spróbuj, w innym wypadku odradzam.