Beata Spyła-Sadurska kompletnie nie nadaje się na koordynatorkę. Czepiała się praktycznie o wszystko: Że w książce służb pisałem czarnym długopisem zamiast niebieskim. Że strony mieliśmy nieponumerowane do końca (numerowaliśmy na bieżąco). Że stolik, na którym trzymałem swoje jedzenie wygląda "jak w melinie pijackiej", choć nikomu to nie mogło przeszkadzać, bo nikt nawet tego stolika nie mógł zobaczyć, nie mówiąc o korzystaniu z niego.
Natomiast w kwestiach, które należały do jej podstawowych obowiązków, już taka sumienna nie była. Kiedy koledze przedłużyło się zwolnienie lekarskie i nie miał mnie przez to kto zmienić, do koordynatorki nie dało się dodzwonić.
Idealnym zwieńczeniem współpracy z tą panią było natomiast to, że nie przedłużyła mi umowy... i nie raczyła mnie o tym poinformować. Mało tego, kolega wysłał mi grafik, w którym mnie nie było. Zadzwoniłem więc do koordynatorki - nie odebrała. Napisałem jej SMS - nie dostałem odpowiedzi. Jak się później dowiedziałem, znalazła natomiast czas zadzwonić do owego kolegi... zbesztać go za wysłanie do mnie grafiku. Odebrała dopiero wtedy, gdy zadzwoniłem do niej z numeru zastrzeżonego. Tyle że wykręciła się, że niby jest na spotkaniu i że wysyłała mi SMS-a, że oddzwoni później (co nie było prawdą).
Zadzwoniła dopiero po paru godzinach i potwierdziła, że nie przedłuży mi umowy