Mam nadzieję, że tę opinię przeczyta każdy, kto rozważa zatrudnienie w tej firmie. Piszę ją, aby przyszli kandydaci mogli poznać również tę stronę pracy, o której raczej nie usłyszą podczas rozmowy rekrutacyjnej.
Początkowo wszystko wygląda obiecująco, przyjemne miejsce, miła atmosfera, pozornie dobre warunki i radość ze znalezienia pracy. Niestety, ta iluzja szybko znika, a już po pierwszym miesiącu pojawiają się wątpliwości, czy warto przedłużać współpracę.
Zatrudnienie odbywa się na podstawie umowy zlecenia, najpierw na 3 miesiące (bez premii), następnie na 6 miesięcy i rok. Obiecywane przejście na umowę o pracę okazuje się trudniejsze, niż przedstawiano podczas rekrutacji. Bez stanowczych nacisków można usłyszeć o licznych zaletach zlecenia albo dowiedzieć się, że taka możliwość nigdy nie była rozważana i coś zostało „źle zrozumiane”. Podobnie wygląda system premiowy. Podczas rekrutacji mowa o nawet 1500 zł brutto, a w praktyce premia potrafi wynosić 300 zł brutto z powodu niespełniania „standardów placówki”. Problem w tym, że standardy te zmieniają się wraz z kierownictwem, a w ciągu roku kierowników było aż trzech.
O obowiązkach rejestracji medycznej można napisać książkę. Poza obsługą pacjentów, telefonów, maili i organizacją wizyt dochodzi marketing (grafiki, rolki, publikacje w social mediach), rozliczanie firm zewnętrznych, korespondencja z ZUS i innymi instytucjami, przekładanie wizyt, uzupełnianie grafików oraz niekończące się raporty i tabelki. W praktyce jedna osoba ma być rejestratorką, administratorem, marketingowcem, informatykiem, a momentami nawet kierownikiem. Wszystko za minimalne wynagrodzenie i wspomnianą premię.
Największym problemem nie jest jednak sama liczba obowiązków, ale brak zrozumienia, że ich wykonanie wymaga czasu. Gdy fizycznie nie da się zrobić wszystkiego, pojawiają się pretensje, rozmowy i zarzuty dotyczące zbyt wolnej pracy. Jednocześnie rejestracja rozliczana jest z nieodebranych telefonów, mimo że potrafi dzwonić pięć osób jednocześnie, a przed stanowiskiem czekają pacjenci. Czasami trudno znaleźć nawet chwilę na skorzystanie z toalety. Do tego dochodzą testy wiedzy, a w przypadku choroby rozmowy o zaangażowaniu w pracę i zespół. Przypominam, cały czas mówimy o umowie zlecenia. Nowy pracownik już pierwszego dnia odbiera telefony, bo przecież najlepiej „rzucić go na głęboką wodę”, a statystyki połączeń nie mogą spadać.
Rejestracja ponosi też ogromną odpowiedzialność za funkcjonowanie placówki. Odpowiada za gotówkę, przepływ informacji, organizację wizyt i kontakt z pacjentami, którzy często właśnie na niej wyładowują frustrację. Gdy specjalista nie poinformuje o nieobecności, to rejestracja musi tłumaczyć się zdenerwowanym pacjentom.
Warto wspomnieć o dużej rotacji pracowników. Zespół tworzą naprawdę sympatyczne osoby, jednak trudno się do kogokolwiek przyzwyczaić. Wiele osób odchodzi po około sześciu miesiącach, a na ich miejsce przychodzą kolejne, początkowo pełne motywacji osoby, które szybko zaczynają dostrzegać te same problemy. Brakuje również stabilności grafiku. Obiecana liczba godzin potrafi nagle się zmniejszyć, ponieważ zatrudniono nową osobę, bez wcześniejszej rozmowy z dotychczasowymi pracownikami.
Można zapytać, dlaczego nikt nie rozmawiał z zarządem i kierownictwem? Otóż rozmowy odbywały się wielokrotnie, jednak niewiele zmieniały. Pomysły pracowników początkowo spotykają się z zainteresowaniem, ale później zwyczajnie nie są brane pod uwagę. Podobnie wygląda marketing, gdzie kreatywność ustępuje realizowaniu kolejnych poleceń zarządu, a nadmiar publikacji przypomina spam. Co ciekawe, nawet przy zatrudnieniu osoby odpowiedzialnej za marketing znaczna część tych obowiązków nadal spada na rejestrację.
Z benefitów pozostają kawa z niezbyt zadbanego ekspresu, herbata i okazjonalnie ciastka lub owoce ;-)
Żeby jednak nie przedstawiać wyłącznie negatywów, placówka współpracuje z wartościowymi specjalistami, od których można się wiele nauczyć, szczególnie studiując psychologię. Ma również rozpoznawalność.
Dwukrotnie odbywały się kontrole PIP, jednak trudno było zauważyć trwałą poprawę. Praca, która miała dawać możliwość rozwoju, ostatecznie staje się źródłem ogromnego stresu, frustracji, a nawet napadów paniki związanych z presją wykonywania zadań, na które zwyczajnie nie ma czasu.
Szkoda, bo to miejsce z dużym potencjałem. Niestety, sama renoma i dobrzy specjaliści nie wystarczą, jeśli zapomina się o ludziach, którzy każdego dnia odpowiadają za funkcjonowanie placówki. Przed zatrudnieniem radzę dokładnie dopytać o warunki i wszystkie obietnice uzyskać na piśmie.