Pracownik Ami Nietęskniący 21.01.2021 21:49
Były pracownik
Jestem byłym pracownikiem, który wraz z rzuceniem wypowiedzenia dostał skrzydeł i wyleciał z toksycznego miejsca. Ale zaraz zaraz, nie tak prędko. Wbrew pozorom lot wstrzymany był przez miesiąc, ponieważ co zabawne - okres wypowiedzenia to miesiąc. Tak - to jest umowa cywilnoprawna (umowa zlecenie).
Może zacznę od plusów tej pracy. Z tym pójdzie mi z pewnością szybciej. Nie chcę aż tak negować tej pracy, ponieważ trochę czasu jej poświęciłam, więc wiadomo, iż ma jakieś swoje dobre strony, jakie? Jeśli ktoś lubi tworzyć rękodzieło, rysować, zgodzę się, że pod tym względem praca jest mega inspirująca. Grawer sprawiał mi wielką frajdę, widziałam w nim mega postęp z miesiąca na miesiąc, klienci wniebowzięci, tworzyłam im nawet rysunki, na ich "widzimisie". Kolejna jaśniejsza strona tego stanowiska to możliwość czytania książek, szczerze powiem, że nie zliczę wszystkich, które zostały tam przeczytane. Pisanie pracy na studia czy nauka, a także korzystanie non stop z telefonu. Bywały dni, gdy faktycznie dostawałam pieniądze za godziny spędzone na przeglądaniu memów. Aha i co jeszcze warto wymienić, aczkolwiek nie jest to aż tak przekonujący plus - super zespół. Nie jest przekonujący, gdyż nie wiesz tak naprawdę na kogo trafisz, ja miałam to szczęście, że trafiłam na ludzi, z którymi do dziś mam dobry kontakt. Chyba, że mówimy o zespole, który nie tylko składa się z pracowników, ale również z Managera, to już nie jest tak wesoło.
Przejdźmy do ciemnych stron. Wbrew pozorom nie jest to zwykła sprzedaż, więc wymagania, by otrzymać stanowisko - talent, nie oszukujmy się, w żaden sposób nie jest wynagradzany. Robisz piękny i estetyczny grawer, a inny pracownik robi grawer, który wygląda jak ściana z obrazkami w przedszkolu - takie samo wynagrodzenie. Brak szkoleń, na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że spędziłam pierwsze 8h na wyspie, by patrzeć co robi koleżanka, a kolejnego dnia musiałam przyjść i pracować już sama ;) Do dziś nie widzę pieniędzy za to szkolenie, a przecież spędziłam tam swój czas, by być wyszkolonym pracownikiem, ale szefostwo jest raczej oszczędne pod tym względem. Tak oszczędne, że dba, by próg premii z każdym miesiącem piął się do niebotycznych kwot. Mając to szczęście, co naprawdę w tej firmie jest ewenementem, osiągnęłam premię, jednakże musiałam około pięć razy przypominać o tym szefostwu, które zawsze znajdowało wymówkę by w końcu ją przelać, niczym dziecko niechcące iść do szkoły. Nie chce za bardzo powtarzać minusów tej pracy, które są już w opiniach na tej stronie, ale wypłata też docierała długo po terminie. Jednak dla szefostwa to po prostu błąd, zdarzyło się ;) Ale jeśli przyjdziesz ubrany na np czerwono, to wielka sensacja, że złamiesz regulamin - a co ciekawe, umowa opisuje ubiór, iż niezgodny będzie karany karą w wysokości 200 zł :) Bardzo dużo tych kruczków w umowie, wręcz całe stado. Umowa zlecenie, powtarzam zlecenie, miała, jeśli się nie mylę z 6 stron. Każdy przyjazd szefostwa na wyspę kojarzył mi się z rewizją policyjną, to samo zresztą tyczy się Managerki, aczkolwiek ją na chwilę zostawmy. W ich obecności myśli skupiały się na tym, do czego tu się znowu przyczepią, najczęściej, że ruch słaby, mały utarg. Do dziś szukam kogoś, kto wyjaśni mi, jak moja osoba wpływa na ruch w galerii, szczególnie przed południem. Szefostwo to z pewnością banany, a ich uwagi były tak oderwane od rzeczywistości, że nic tylko zaśmiać się im w twarz. Wysokość wyspy, ledwo sięgająca pasa i uwaga szefa, iż na obniżonym krześle (najtańszym z Ikea) mnie nie widać. Zgodzę się, że to możliwe, ale w przypadku gdy się czołgasz po korytarzu galerii, jest szansa, że wtedy nie widać mnie zza wyspy :) Ciągłe na siłę uwagi przeważają, że ani w 1% nie jestem zmotywowana do pracy. Mam radę, zlikwidujcie system premiowy będący i tak atrapą. Ma on zachęcić, by jak najwięcej rozmawiać z klientem, co na pewno zwiększy obrót, ale błagam. Odpowiedź jest prosta, jeśli dostajesz takie samo wynagrodzenie za czytanie książki podczas pracy, jak i za zaangażowanie wciśnięcia czegoś komuś na siłę - co wybierasz? Oczywiście, że książkę. Po co mam się starać, skoro pieniążki się zgadzają? Oszczędzanie na pracownikach i brak szacunku odbije się jeszcze Ami. To my jesteśmy Waszą siłą napędową, więc skąd takie nastawienie? Dla mnie to jest niezrozumiałe. Zaufanie czy kontrola spytacie szefostwa. Kontrola. Moim zdaniem praca nie jest dla osób, które nie są ogarnięte życiowo. Tutaj liczy się spryt, rozmowa z klientem, znajomość produktu, umiejętności manualne, po prostu musisz to umieć sprzedać, a co ważne jeszcze sprawnie i szybko wykonać z materiałów na wyspie. Takie osoby szybko rzucają papierami, widząc, iż szefostwo próbuje mianować Cię Murzynem na plantacji bawełny. Nikt o zdrowych zmysłach z Wami na dłużej nie zostanie, skoro uważacie pracownika za kogoś pozbawionego trzeźwego myślenia. Zastanówcie się, macie potencjał, ale to nie jest odpowiednia droga ku sukcesowi. Zapraszam do kolejnej mojej wypowiedzi o Manager :)