Witam!
Nie mam doświadczeń z tą firmą. Wszedłem tu z ciekawości szukają informacji o moim obecnym pracodawcy (nic nie ma ;)).
Chcę się wypowiedzieć na temat śmiesznych testów Jona, który straszy, ubliża, ale kompletnie nie zna się na temacie.
Chłopie, w jakim PRLu się zatrzymałeś? Żadne umowy nie są już "dostępne w internecie", bo obowiązuje SWOBODA UMÓW! KAŻDY może wysmarować sobie dowolnej treści umowę i jeśli Ty się na nią zgodzisz to ten ktoś ma pełne prawo egzekwować każdy zapis tej umowy. I żaden sąd nie jest w stanie tego odwołać! Chyba, że udowodnisz, że jesteś jakiś przygłupi i nie wiedziałeś co robisz, albo, że jest to niezgodne z prawem. Zgodne z prawem jest np. zapłacenie odszkodowania pracodawcy jeśli zapragniesz się zwolnić. I mnóstwo innych zapisów, które można sprytnie ukryć w prawniczym slangu. Dlatego w pełni zrozumiała jest chęć spokojnego przeczytania umowy i zastanowienia się nad nią.
Tym bardziej, że w ogłoszeniu nie było ŻADNYCH szczegółów dotyczących zatrudnienia. Na kilometr widać, że mają coś do ukrycia. Przychodzisz w obce miejsce, ktoś rzuca Ci, że masz robić nie wiadomo dokładnie co i dostajesz do podpisania jakąś umowę. Niby w spokoju, ale jednak "prezes" patrzy, "rekruter" patrzy, miejsce obce, a podpisać musisz bo jak nie to wylot. To jak metoda na wnuczka: dawaj kasę dziadek, tu i teraz, bo jak nie to pójdę siedzieć!
Co do produktów finansowych: FIRMA może mieć pozwolenie na sprzedać takich produktów, ale Ty nie musisz mieć żadnych zezwoleń na to. Mój kolega pracuje w banku, jest doradcą klienta biznesowego, świetnie zna się na finansach a skończył.. turystykę i rekreację. Nie potrzebuje żadnego pozwolenia, zezwolenia czy innej licencji. Ważne, ze bank je ma.
Jako przykład podam moją firmę, również prywatną. Szef wynajął salkę konferencyjną w centrum miasta, gdzie wraz z resztą Szefostwa i kierownictwa pojawił się pod krawatem. Wcześniej zapoznali się dokładnie z moim CV, co było widać, bo wypytali mnie szczegółowo o każdy aspekt mojej dotychczasowej pracy.
Zaproponowali kawę, wyłączyli telefony i przedstawili opis stanowiska pracy, a także swoje oczekiwania. Zapytali jak ja to widzę i jakie ja mam oczekiwania, także finansowe. Po pierwszej sesji nastąpiła chwila przerwy na zastanowienie się nad warunkami obu stron. Zaoferowali, że spotkamy się za kilka dni, jak sobie przemyśle. Kiedy się już dogadaliśmy dostałem umowę i Szef zakończył spotkanie, prosząc o telefon kiedy zaakceptuję umowę. Osobiście nie potrzebowałem czasu na zastanowienie, ale Szef nalegał twierdzą, że z taką decyzją trzeba się przespać. Tak, moim zdaniem, wygląda rekrutacja u pracodawcy, który nie ma nic do ukrycia i szanuje potencjalnego pracownika.
Tak więc czytajcie umowy, bierzcie je do domu, a jeśli ktoś nie chcę ich wam dać, nie chcę powiedzieć co to za praca i ogólnie nie budzi zaufania - nie dajcie się nabrać, nic dobrego z tego nie będzie.
Jonowi natomiast radzę sprawdzić, czy jego umowa nie zawiera jakiejś zakamuflowanej klauzuli oddania wszystkiego co zarobił w momencie zwolnienia albo siadania na kolanach prezesowi ;)