Poziom kina spadł w ostatnich miesiącach dramatycznie i obecnie szura po dnie. Nowy dyrektor Marcin pomimo że jest tylko dyrektorem tymczasowym to czuje się tam jak pan i władca. W ciągu miesiąca zredukował 30% pracowników i nie wygląda na to, żeby miał się na tym zatrzymać. Wylecieli pracownicy z wieloletnim stażem i ogromnym doświadczeniem jak i nowe, obiecujące osoby. Wystarczyło jednorazowo nie spojrzeć na wielmożnego dyrektora kiedy przechodził korytarzem żeby chwilę później groził pracowniczce zwolnieniem za nieokazanie mu szacunku i kazał się przepraszać. Niestety ten szacunek w przypadku dyrektora działa tylko jednostronnie - potrafił zwolnić pracowniczkę w trakcie zmiany, mówiąc do niej przez ladę, żeby po zakończeniu zmiany oddała kartę bo jest to jej ostatnia zmiana. Powiedział to od niechcenia, w towarzystwie innych pracowników, oczywiście nie podając żadnego powodu zwolnienia. Gdy został zapytany o przyczynę zwolnienia innego pracownika odpowiedział, że nie musi podawać żadnych powodów. Przeprowadził rekrutację na stanowisko koordynatora szkoleń, po czym tydzień później zwolnił pracownika, którego sam wybrał na tę pozycję. To była jedyna sytuacja, w której podał jakiś powód, mianowicie dostarczone mu wiadomości prywatne tego pracownika, komentujące zmiany zachodzące w kinie.
Wszystko to ma znamiona mobbingu. Pracownik zatrudniony na śmieciówce jest traktowany właśnie tak - jak śmieć. Dyrektor wprowadził w kinie atmosferę terroru, pracownik przychodzący na zmianę za każdym razem boi się, czy nie będzie to jego ostatnia. Nie ma szans na uzyskanie wsparcia od dyrektor regionalnej czy dyrektor HR z centrali firmy. Kolesiostwo chroni dyrektora Marcina, dobrego przyjaciela dyrektor regionalnej, która z kolei jest przyjaciółką dyrektora operacyjnego Multikina. W związku z tym p. Marcin jest bezkarny, może robić z pracownikami co chce, są oni w końcu na umowie zlecenie więc nie chroni ich nawet kodeks pracy. Zwolniony pracownik dla dyrektora jest persona non grata nawet jako klient - w czasie wizyty w kinie, po seansie usłyszałem od p. Marcina "Rozumiem, że opuszczasz kino? Nie rozmawiaj z pracownikami bo zaburza to ciągłość pracy".
Omijajcie to kino szerokim łukiem - jeszcze niedawno Stary Browar był świetnym miejscem pracy, z dobrą, zgraną załogą, przyjazną atmosferą. Teraz to prywatne imperium TYMCZASOWEGO dyrektora.