Ja, Bolesław zwany Chrobrym, z łaski Bożej książę, a potem król, oświadczam ku przestrodze potomnych, iż nigdy w mych licznych wyprawach wojennych, ani w drodze do cesarza Ottona, nie doznałem takiego upokorzenia w podróży, jak z winy tej nieszczęsnej kompanii busowej, zwącej się — chyba jedynie dla żartu — „przewozową”.
Wozy ich gorsze są niźli rozklekotane furmanki kmiece, konie zaś niewidzialne, a czas przyjazdu bardziej wróżony z lotu kruków niźli dotrzymany. Obiecywali przybycie o świcie, lecz nadjechali dopiero wtedy, gdy i duchy przodków udały się na spoczynek.
Komfort zaś taki, iż nawet mój najtwardszy pancerny woj nie wytrzymałby w takim wozie dłużej niż jedną milę.
Gdybym ja tak państwem władał, jak oni swymi busami zarządzają, Polska skończyłaby się na pierwszym zakręcie. Przeto radzę wszystkim: omijajcie tę kompanię szerokim łukiem, niczym bagna nad Bugiem, jeśli nie chcecie zaznać hańby, opóźnienia oraz trzęsienia większego niż podczas oblężenia niejednego grodu.
Tak rzekłem ja, Bolesław Chrobry. I pieczęcią królewską słowa te potwierdzam.