Na początek powiem tylko że wszystko co zostało poniżej napisane jest wyłącznie moim zdaniem i opisywane jest z mojego punktu widzenia.
Nie wiem jak pani dyrektor tej pseudo-placówki badawczej znalazła się na tym stanowisku. Moim zdaniem jej miejsce jest w przedszkolu, a nie na stanowisku dyrektora. Odszedłem z tej firmy dwa razy, za każdym razem musiałem wysłuchiwać jakim to niewdzęcznym i złym pracownikiem jestem od pani dyrektor. Trzeciego razu nie będzie, nie popełnię więcej tego błędu. Za pierwszym razem wytknęła mi że długo byłem na L4, zupełnie jakby myślała że mieć połamane kończyny w wielu miejscach to sama przyjemność, rajskie wakacje wręcz. Zero empatii i ogłady plus ogromne oburzenie że człowiek śmie się zdenerwować po usłyszeniu takiego tekstu. Za drugim razem byłbym w stanie odejść za porozumieniem stron, ale po tekstach pani dyrektor i bezpodstawnym wykręcaniu się od podpisania mojego wypowiedzenia postanowiłem zrobić to w zgodzie z prawem pracy. I nie, nie straszyłem pani dyrektor PIPem, mówiłem co zrobię jeżeli nie będzie przestrzegane moje prawo i równocześnie obowiązki przełożonego. Oczywiście wielkie oburzenie pani dyrektor i wypominanie mi braku powagi i szacunku... Przyganiał kocioł garnkowi... Metody wdrażania nowych pracowników też są niczego sobie: "nauczcie się norm EPPO bo zrobie wam test!". Serio? Nauczyć się dokumentów które są ogólnie dostępne przy projektowaniu doświadczeń i do których można zajrzeć w każdej chwili? Plus jeszcze ocenianie... Wszyscy mają zaliczyć! Ktoś zaliczył? Nie ważne! Pisze następny raz... To nie studia tylko PRACA, ale pani dyrektor najwidoczniej tego nie rozumie. Zamiast w taki sposób wdrażać nowych pracowników powinna sama się najpierw nauczyć swoich obowiązków (w tym prawa pracy) i jak pełnić funkcję dyrektora, a dopiero później wymagać od innych. Ale co ja tam wiem, żałosny, niepoważny i niedojrzały robaczek... Pani dyrektor jest dyrektorem i ma zawsze rację bo jest dyrektorem! Doprawdy, buta godna czasów komuny, które znam tylko z opowieści starszych ode mnie. Ogólnie pani dyrektor poza wysokim stanowiskiem posiada też wysoki poziom hipokryzji jak i również, kolokwialnie mówiąc, wyżej sra niż (usunięte przez administratora) ma. Słoma jej wystaje z butów i tyle jej tam ma że aż się wysypuje. O tym że przyjmowane są zlecenia na przeprowadzanie badań, których nie można dobrze wykonać też wspomnę. Brak sprzętu wg. pani dyrektor nie jest problemem, a by go zakupić oczywiście nie ma pieniędzy... Tylko i wyłącznie nawijanie makaronu na uszy że będą inwestycje i rozwój, tymczasem z byle pierdołą typu nasiona są potrzebne, trzeba lecieć do pani dyrektor i czekać aż łaskawie pójdzie do prezesa (bo jest wiecznie zajęta i pracuje do późna!) i się spyta czy będzie można je kupić. 99/100 przypadków to odmowa, dodatkowo sporo po terminie, bo "nima piniendzy" i teksty pani dyrektor w stylu "wymyślcie coś". Albo pisanie planów doświadczeń cztery lata po ich wykonaniu... Kpina! Mam nadzieję że zlecający się kiedyś zorientują i zechcą zobaczyć jak są zbierane i badane plony zbóż, a pani dyrektor będzie się musiała z tego gęsto tłumaczyć. Fabryka gwoździ z dyrektorką nie mającą grama kompetencji by być na takim stanowisku, (usunięte przez administratora) i metr mułu. Nie polecam zadawać się z dyrektor tej "placówki", badania sugeruję zlecać innym, poważnym firmom bo fertico dzięki polityce pani dyrektor pod tym względem leci sobie w ciula. A jeżeli chodzi o pracę w tym miejscu to nie polecam nawet w ostateczności, nie polecam też w ogóle tam aplikować, aby przypadkiem nie skończyć jak mój kolega który miał dostać odpowiedź w ciągu trzech dni, a tymczasem został olany przez jaśnie wielmożną panią dyrektor bo prezes jednak postanowił nie dawać kasy na zatrudnienie nowej osoby…