Dostałem zaproszenie na rozmowę o pracę, w ogłoszeniu brzmiało wszystko trochę za dobrze, ale stwierdziłem że pójdę. Myślałem, że idę na rozmowę do miejsca związanego z marketingiem. Okazało się, że to kolejna oferta pracy polegająca na chodzeniu i wciskaniu ludziom rzeczy na siłe. Mogliby chociaż wspomnieć cokolwiek na ten temat w ogłoszeniu to przynajmniej nie marnowałbym swojego czasu. Współpracują z niepublicznymi organizacjami charytatywnymi typu unicef, wwf itp. Sama rozmowa kwalifikacyjna przeprowadzona była "wyjątkowo" w grupie ze względu na opóźnienia. Przez tą sytuację nie było przestrzeni na zadawanie kluczowych pytań i jedynie przedstawili nam informacje ile to ich firma nie ma siedzib w polsce i na świecie. Połowe czasu także poruszana była kwestia jak to nie zwracają uwagi na brak doświadczenia i chęci dania nam tego startu na rynku pracy. Od wejścia przez drzwi panował chaos, atmosfera mimo wszystko miła, wszyscy bardzo wygadani, ale dało się odczuć, że to aż na siłę. O firmie zero informacji w internecie, dlatego też chciałem podzielić się tym doświadczeniem