W trakcie procesu rekrutacyjnego red flagi były widoczne na każdym kroku, jednak byłam w tak podbramkowej sytuacji, że nie chciałam ich widzieć. Zaczynając od tego, że w formularzu rekrutacyjnym trzeba było przesłać video-prezentację samego siebie bez żadnej klauzuli i informacji w jakim celu zostanie wykorzystane to video.
Następnie przeszłam przez chyba 3 rozmowy rekrutacyjne, na które był sztywno wyznaczony czas 20 minut, w trakcie których miałam rozwiązywać zadania rekrutacyjne, odpowiadać na pytania merytoryczne, jednak uczestniczyła w nim tylko osoba z HR, więc ja nie miałam żadnej przestrzeni na to, żeby zadać pytania dotyczące pozycji czy porozmawiać z osobą przełożoną, bo ani nie uczestniczyła w tych spotkaniach, ani nie było na to czasu. Dodam, że spotkania rekrutacyjne też były nagrywane, odbyło się to bez żadnego pytania czy wyrażam na to zgodę, tylko zostałam o tym fakcie poinformowana, ponownie bez klarownej informacji na temat wykorzystania i odpowiedniej klauzuli.
Ostatecznie zostałam zaproszona na spotkanie ofertowe, gdzie zaproponowano mi wypłatę poniżej widełek w ogłoszeniu, z jakimś dziwnym systemem zwiększania wynagrodzenia po okresie wdrożenia. W zasadzie doszłam do wniosku, że górna granica widełek widoczna w ogłoszeniu, wcale nie była możliwa do spełnienia po spotkaniu ofertowym.
W momencie, w którym dostałam umowę do wglądu zorientowałam się, że podpisuję umowę z firmą, która jest zarejestrowana w Dubaju. NA ŻADNYM ETAPIE REKRUTACJI, a trwała ona już około 1,5 miesiąca nie zostałam o tym fakcie poinformowana. A co za tym idzie, jak się później okazała, jak już umowę podpisałam, że moim pierwszym czy drugim dniem pracy było święto państwowe w Polsce, ponieważ przecież firmę zarejestrowaną w Dubaju nie obowiązują polskie święta. 😊 Bardzo fajnie dowiadywać się tego wszystkiego po fakcie.
Wdrożenie na stanowisko polegało na tym, że dostałam około 200 pytań dotyczących kursu od Marti Fox do własnego opracowania. Następnie Marti odpytywała mnie z tych pytań i jeśli tylko jakiekolwiek pytanie było odpowiedziane nie tak, jak sobie życzyła (np. dosłownie było zmienione jedno słowo), to było do poprawy. Czułam się jakbym się cofnęła do podstawówki, a nie była na realnym wdrożeniu w pracy.
Po dwóch dniach pracy poprosiłam Marti o ustalenie, w jakich godzinach będę pracować, ponieważ widziałam, że ma tendencje do wrzucania spotkań z "odpytywania" w różnych godzinach, a ja lepiej pracuję w bardziej ustalonym harmonogramie. Ustaliłyśmy, żeby to było 9-17 z adnotacją, że jeśli z odpowiednim wyprzedzeniem będę poinformowana o dodatkowych obowiązkach wieczornych, to oczywiście z mojej strony jest otwartość na rozpoczęcie pracy później, żeby później pracę skończyć. Trzeciego dnia pracy zobaczyłam, że mam wrzucone spotkanie z Marti w godzinach 18:45-19:15. PO USTALENIU GODZIN PRACY.
Odebrałam to jako absolutny brak szacunku i zrezygnowałam z pracy w firmie. To była absolutna pomyłka i żerowanie na osobach, które są chętne żeby się rozwijać. Oczywiście za te parę dni mi nie zapłacili, mimo mojego poświęconego czasu, bo przecież nie wykonywałam dla nich usługi, tylko się wdrażałam. 😊 Także tak też potrafią wykorzystać umowę B2B przeciwko osobie, z którą ją zawierają.
ZDECYDOWANIE ODRADZAM APLIKOWANIE NA JAKIEKOLWIEK STANOWISKA.