Jeśli ktoś szuka miejsca, w którym śmiech jest obowiązkowy, a poczucie humoru niekoniecznie, to firma Pana Grzegorza będzie strzałem w dziesiątkę. Prezes uwielbia pokazywać swoje memy — szkoda tylko, że nikt oprócz niego nie rozumie, co w nich śmiesznego. Pracownicy muszą się śmiać, bo brak reakcji może zostać potraktowany jak brak „zaangażowania w kulturę organizacyjną”. Pan Grzegorz uważa się za wizjonera, choć w praktyce trudno powiedzieć, w jakiej dziedzinie. Na niczym się specjalnie nie zna, ale za to ma opinię eksperta od wszystkiego — od finansów po… wędkarstwo. Założył klub inwestycyjny „Wielkie Sumy”, jednak wygląda na to, że nie wie nawet, na co się łowi lina. Atmosfera w firmie? Powiedzieć, że jest „specyficzna”, to jak nic nie powiedzieć. Więcej tu stresu niż rozwoju, a jedyną motywacją do pracy jest nadzieja, że może dziś prezes nie przyśle nowego mema. Podsumowując: jeśli lubisz sztuczne uśmiechy, chaotyczne decyzje i firmową kulturę opartą na udawaniu, że coś jest śmieszne — to miejsce idealne dla Ciebie.