Moja przygoda z tym procesem rekrutacyjnym to był jeden wielki „social experiment”. Jeśli szukacie firmy, w której poziom profesjonalizmu przypomina organizację wycieczki szkolnej w chaosie, to trafiliście idealnie.
Moje spostrzeżenia:
- Rotacja kadr zamiast onboardingu: Odnoszę wrażenie, że w tej firmie jedyną rzeczą, która zmienia się szybciej niż priorytety projektu, jest kadra zarządzająca. Na każdym etapie spotykałem osoby, które w firmie pracowały „od wczoraj” np miesiąc XD. Poziom merytoryczny osób decyzyjnych sprawiał wrażenie, jakby IT znały głównie z seriali – rozmowa z nimi to był fascynujący pokaz tego, jak można nie rozumieć, kogo się właściwie rekrutuje.
- Techniczny "agresor": Rozmowa techniczna to była próba sił w stylu przesłuchania, a nie sprawdzenia wiedzy. Jeden z rozmówców zdawał się mieć za cel raczej „znalezienie haka” na siłę, niż merytoryczną dyskusję. Bardzo „inspirujące” doświadczenie dla kogoś z dużym doświadczeniem w IT. I znowu osoby techniczne pracują tam bardzo krótko.
- Strategia "Indie-Kraków-Loop": Oferta w Krakowie wisi w nieskończoność, podczas gdy w tym samym czasie widzę, jak identyczne ogłoszenia regularnie pojawiają się dla lokalizacji w Indiach. Mam bardzo mocne podejrzenie, że ta rekrutacja to tylko darmowy research rynku albo zbieranie "ankiety" z widełkami, a nie realna potrzeba zatrudnienia kogoś w Polsce. Wygląda to na klasyczne szukanie taniej siły roboczej, gdzie polski kandydat służy jedynie jako tło do porównania stawek.
Finalnie dostałem informację, że „szukają kogoś lepszego” – co przy tak amatorskim podejściu brzmi jak największy komplement pod adresem moich umiejętności. Jeśli cenicie swój czas i szanujecie własne doświadczenie, odradzam branie udziału w tym cyrku. Moim zdaniem to proces pozorowany. Jeśli firma w ten sposób traktuje kandydatów na wysokich stanowiskach, to strach pomyśleć, jak wygląda tam codzienna praca. Szkoda Waszego czasu.