Jakiś czas temu pojawiły się ogłoszenia o staż lub inne stanowiska pracy w firmie, więc moja empatia nakazuje mi napisać tutaj przestrogę.
W firmie jest przede wszystkim ogromna rotacja pracowników. Jest to po prostu praca „sezonowa”. Pracownicy są zatrudniani przy większej liczbie projektów/klientów i zwalniani po utracie projektów/klientów. Bez sensu są więc integracje i zapamiętywanie imion, co jest przykre, bo naprawdę pracowały i pewnie nadal pracują tam świetne jednostki. Osoby odpowiedzialne za firmę ewidentnie nie radzą sobie z płynnością finansową, stąd bezemocjonalne i często nagłe zwolnienia nowych czy długoletnich już pracowników.
Każdy przed ostatnim dniem miesiąca drży i w ramach żartu „obstawia się”, na kogo padnie, bo można było zauważyć, że to nie staż pracy, kompetencje ani doświadczenie są wyznacznikiem. Chyba chodzi o „tańszy zamiennik” pracownika. Oczywiście jak księga jauszo-biznesu zakłada: koniecznie na B2B. Generuje to wspaniałą, motywującą do pracy atmosferę i chęć rozwijania się w firmie. Aktualnie wygląda na to, że wpadli na pomysł, aby pozyskać dużo tańszych kandydatów na staż, którzy zapewne będą orać jak zwykli pracownicy etatowi.
Praca jest bardzo dynamiczna i pod ogromną presją czasu, składająca się w zdecydowanej większości z tzw. ASAPÓW. Można by się do tego przyzwyczaić i to jest naprawdę OK, gdyby ktokolwiek potrafił efektywnie PLANOWAĆ czy ZARZĄDZAĆ projektami i brał odpowiedzialność za swój kawałek ogródka. To z pewnością związane jest z brakiem pracowników czy szkoleń dla tych, którzy już tam są zabetonowani, pomimo zastanawiającego braku kompetencji projektowych i personalnych, braku elastyczności oraz chęci efektywnej, bezkonfliktowej współpracy. Dodatkowo dochodzą absurdalne terminy realizacji usług, które są zapisane w umowach.
Samo biuro w bardzo fajnej lokalizacji, natomiast jego standard jest przerażający. Na zdjęciach w social mediach wygląda naprawdę nieźle. W rzeczywistości jest to zapuszczona graciarnia. Open space połączony ze studiem foto to jakieś nieporozumienie. Firma ma ogromny nacisk na powrót do biura, ale nie jest w stanie zapewnić swoim pracownikom spokojnej i komfortowej do pracy przestrzeni. Niemalże wszyscy pracownicy mówili, że dni spędzone w biurze są najmniej efektywnymi dniami w całym tygodniu (co jest paradoksem, bo powinno być odwrotnie). Poprzez układ przestrzeni jest bardzo głośno i chaotycznie.
Agencja realizuje sporo projektów związanych z jedzeniem, więc pracownicy biurowi siedzą w hałasie, zimnie i intensywnym zapachu jedzenia. Praktycznie w żadnej z wyznaczonych części biurowych nie zaznasz ciszy ani spokoju KONIECZNYCH do pracy. Część pracowników siedzi DOSŁOWNIE pod schodami na piętro i przy wejściu do agencji. Inne stanowiska znajdują się na wielkiej przestrzeni połączonej ze studiem foto, planem zdjęciowym, magazynkiem gratów czy w okolicy kuchni, odseparowanej jedynie cienkim karton gipsem, w której naturalnie bywa bardzo głośno. Były też głosy, że do niektórych biurek dochodzą zapachy z toalety. Najlepiej usytuowana i wyposażona jest część biura na piętrze.
Wracając do kuchni, to też równie przytulne miejsce, bo nie ma krzeseł. Jedząc swój posiłek, trzeba stać, aby się prawdopodobnie długo nie zasiedzieć. Ale to nic, w firmie wyznaczone są dyżury sprzątania. Tak, pracownik biurowy ma wynosić śmieci z kuchni i toalety, ogarnąć kuchnię na koniec dnia. Pomijając, że jest to niezgodne z PRAWEM PRACY, to nawet po prostu wstyd nakazywać pracownikowi robić takie rzeczy, SPRZĄTAĆ BIURO. Do sprzątania biura jest ktoś zatrudniony, ale to niemożliwe, aby zdołał utrzymać czystość w całym biurze. Biurka są więc najczęściej zakurzone, a na podłodze pełno „kotów” z kurzu czy sierści psa.
Można by się jeszcze tutaj rozpisać o wątku menedżerskim i jego kompetencjach, ale może jedynie zasugeruję, aby naprawdę zainwestować w dobre kursy (i to każdy z osobna), a przynajmniej dobre książki, i przestać używać tanich form manipulacji, bo to wychodzi wręcz komicznie i tanio, rodem „5 sposobów na wywarcie presji na pracowniku”. Jedna z osób myśli, że jest sprytna i ogra problem sposobem, ale niestety jest totalnie przewidywalna.
Klienci i projekty takie sobie, raczej drobnica i tzw. “kotlety” niżeli wielkie ambitne kampanie.