Podsumowanie
Zatrudniłem tę firmę do remontu dachu z dachówki ceramicznej w starym domu. Mimo wysokich stawek jakość pracy jest bardzo niska. Nie starają się porozumieć z klientem, często przyjmując założenie, że to klient źle ich zrozumiał.
Problemy:
Byle jak wykonano remont 2 kominów. Wykonawca krzywo dokleił kilka rządków cegieł o innym rozmiarze na spękane stare cegły. Od początku zaznaczałem, że komin ma być solidny i wyglądać spójnie od poziomu dachu. Nie dość, że wygląda to szpetnie, to pod nowymi cegłami klinkierowymi znajdują się spękane cegły i krusząca się zaprawa, przez co całość raczej nie wytrzyma zbyt długo. Koszt takiej pracy to 8 tysięcy złotych.
Sprzedali mi mycie z impregnacją. Nie domyli dachu, a na koniec pracy, gdy zacząłem dopytywać, kiedy i jakim środkiem będzie wykonywana impregnacja, pokazali mi baniak po zwykłym płynie do czyszczenia dachówki i stwierdzili, że to jest impregnacja. W praktyce wykonano więc jedynie mycie zwykłym środkiem czyszczącym. Inne firmy w ramach tej samej usługi wykonują dodatkowo impregnację profesjonalnym preparatem, który kosztowałby ponad 1000 zł.
Prosiłem o przygotowanie wyceny całości prac na początku. Za każdym razem pytałem, ile będzie to kosztowało „na gotowo”. Przy wycenie podbitki szef ekipy powiedział, że koszt wynosi 180 zł/m. Szybko przeliczyłem całkowity koszt i potwierdziłem tę kwotę. Finalnie musiałem zapłacić kilkanaście tysięcy złotych więcej, ponieważ okazało się, że była to cena jedynie za deskę podbitkową z montażem. Wszystkie prace niezbędne do montażu podbitki na ścianach szczytowych, tj. przedłużenie łat czy przełożenie dachówek, są liczone osobno. Gdyby ta firma zajmowała się pieczeniem chleba, chleb kosztowałby 2 zł, ale wyjęcie go z pieca, położenie na półce w piekarni oraz fakt, że drzwi w piekarni są otwarte, byłyby dodatkowo płatne po 5 zł za każdą z tych czynności.
Firma nazywa się „Dominik Gołębiowski Twój dekarz”. Szef przedstawia się jako Dominik. Problem polega na tym, że jego prawdziwe imię to Istvan, pochodzi z Węgier i bardzo słabo mówi po polsku. Nie da się z nim dokładnie uzgodnić zakresu prac i cen — często dochodziło do nieporozumień. Poza wstępną rozmową sprzedażową jest on w praktyce mało komunikatywny. Prawie cała ekipa to obcokrajowcy, prawdopodobnie pochodzenia romskiego. Dominik Gołębiowski nie istnieje albo nie ma w tej firmie realnego wpływu na przebieg prac.
Gdy pojawia się jakikolwiek problem, nigdy nie proponują rozwiązania — wszystko robią po najmniejszej linii oporu. Na siłę chcieli mi wcisnąć zupełnie inną dachówkę niż ta na moim dachu. Gdy prosiłem o mocowanie dachówek spinkami do łat, pierwszą odpowiedzią było, że się nie da. Podobnie było z koszami dachowymi (prośba o ich zwężenie) oraz niewykorzystywaniem brudnych, czarnych lub połamanych dachówek. Dopiero po wielokrotnych uwagach udało się wprowadzić zmiany, takie jak zapinki z blachy czy wymiana uszkodzonych dachówek. Zdarzało się również pozostawianie śmieci na budowie. Prace były wykonywane bez rusztowań, kasków i uprzęży. Przychodzili z pytaniem o zapłatę w losowych momentach i reagowali niechętnie na prośby o dokończenie etapów prac. W trakcie mycia dachu przez nieuwagę wylano dużą ilość wody na drewniane stropy, m.in. z cieknącej myjki ciśnieniowej.