Szef prosił o szczerą opinię o firmie na profilu, aby zatuszować inne, no to proszę bardzo, pisać potrafię.
Pracuję tu jeszcze przez chwilę, ale to moje chyba ostatnie chwile i kończę tę współpracę, bo pomimo dawania kolejnych szans nic się w tej firmie nie zmienia, a jest coraz gorzej.
Powiem krótko na wstępie: WSZYSTKIE poprzednie negatywne wpisy chłopaków to niestety w 100% prawda. Nie ma tam ani jednego kłamstwa.
Kiedyś ta firma wyglądała zupełnie inaczej. Szef doceniał ludzi, potrafił dać premię, przyjechać na bazę przed wyjazdem pogadać jak człowiek. Ale od jakiegoś roku-półtora, to mu po prostu odwaliło. Zaczął patrzeć na kierowców jak na przedmiot i zło konieczne, myśli że wszyscy dookoła tylko patrzą jak mu zaszkodzić, jak mu robotę ukraść.
Kwestia kasy to jest wolna amerykanka. Dogadujesz się niby na stawkę za dobę – z ADR lub bez ADR na B2B (500 lub 1000 zł). Tylko weźcie pod uwagę, że z tego 500 zł po odliczeniu podatku dochodowego zostaje 450 zł. Mało tego, jednemu ten podatek płaci, innemu nie i nie wiadomo od czego to w ogóle zależy. Najgorsze są te jego autorskie schematy potrąceń. Przykładowo: zapitalasz całą noc w trasie (np. powrót z Bułgarii), zjeżdżasz na bazę wymęczony rano o 10:00, gdzie zjeżdżasz do domu i idziesz spać, a szef wystawia dniówkę skróconą do 250 zł, bo "przecież już jesteś na bazie i nie pracujesz". A to, że całą nockę jechałeś i teraz należy ci się pauza oraz normalnie zapłacona doba za wypoczynek, to już go zupełnie nie obchodzi. Nagle z uzgodnionych dniówek robią się jakieś śmieszne godzinówki, jak akurat jemu wygodnie.
Do tego dochodzi brak służbowego telefonu czy chociażby pakietu internetu, a stały kontakt jest wymagany. Jak trafisz relację poza Unię, np. na Serbię, to musisz kupować ze swoich pieniędzy karty internetowe do nawigacji i kontaktu. Zaliczki na trasę są dawane za małe, a na całą firmę są tylko dwie karty płatnicze. Zbierasz każdy kwitek, opisujesz każdą pierdołę na kartce, a po podliczeniu tych wszystkich własnych wydatków (typu trytytki, własne miotły czy jakikolwiek inny sprzęt który powinien być na bazie) i potrąceń wychodzi realnie z 410 zł na czysto za dzień. Za takie pieniądze to się jeździ po 8 godzin dziennie wokół komina u lokalnego dziada i to na umowie o pracę, a nie z ADR-ami i odprawami celnymi na trasach międzynarodowych. On dalej nie rozumie czemu ludzie nie chcą jeździć na Serbię, kraina mlekiem i miodem płynąca...
Nie wspominając że conajmniej dobrego znajomego, bym powiedział przyjaciela jest w stanie wystawić za 12zł. W tym wszystkim na prawdę współczuję pani A. Bo to na prawdę do rany przyłóż kobieta.
Na bazie jest po prostu pustynia. Nie ma absolutnie nic z rzeczy pierwszej potrzeby – brak nawet zwykłej miotły czy trytytek! Brak naklejek, CMR czy ostatnio nawet zapasowego trójkąta ostrzegawczego szukałem - nic niema poza płynem do spryskiwaczy. Wszystko musisz sobie kupić sam i wozić ze sobą w torbie. Szef na bazę w ogóle przestał przyjeżdżać. O naklejki ADR czy bloczki CMR trzeba się do biura wręcz prosić i błagać tygodniami, żeby cokolwiek przywiózł. W autach nie ma podstawowych skrzyniek z narzędziami, najlepiej mieć swoje własne klucze.
Potwierdzam też akcję z hotelami i wyrzuceniem kierowcy. Wpisy o hotelach to prawda, akcja z wyrzuceniem chłopaka z podwójnej obsady na trasie pod Warszawą i zostawieniem go bez rzeczy na drodze naprawdę miała miejsce. Kwestia alkoholu również – szef nie pije z konkurencją żeby robote na ammo załatwić, tylko na wyjazdach z pracownikami. Nachla się, odwala akcje, a raz nawet uderzył jednego z kierowców pod wpływem. Wiele razy zmiennik musiał jechać pierwsze 4,5h bo on po piciu w pracy nie był w stanie.
Jeśli chodzi o atmosferę – nikt tu nie ufa nikomu przez dwóch konkretnych donosicieli z firmy. Cwaniaczki, którzy na parkingu udają Twoich najlepszych kumpli, a codziennie wiszą na telefonie z szefem i raportują mu absolutnie każdą pierdołę. Doniosą na wszystko – od tego w co jesteś ubrany, po Twoje prywatne sprawy osobiste. Zrobisz coś po swojemu albo powiesz słowo za dużo i zaraz całe biuro wie. Wszystkie nocki są nasze bo tych dwóch gagatków musi się mu podlizać. Szef wieży im na każde słowo a wiele osób między innymi dlatego odeszło, szef nie widzi że takie zachowanie wyniszczyło już firmę od środka na amen.
Jedyna szansa to odcięcie się od donosicielstwa i wprowadzić nowy ład, traktować wszystkich równo i sprawiedliwie, a nie że zasłużone dwie osoby na okrągło jeżdżą z amunicją, kiedy inni potrafią ponad miesiąc w domu bez roboty siedzieć i myślą że inni nic zupełnie nie widzą - wszystko widać i wszyscy o wszystkim wiedzą.
Żeby nie było, że tylko narzekam – jest jeden jedyny plus. Auta i zestawy są faktycznie nowe, zadbane i jak coś się popsuje pod względem mechanicznym, to jest robione na bieżąco. Tylko że to jedyna rzecz, która szefa obchodzi: dba o blachę i sprzęt, a ludzi traktuje jak śmieci.
Podsumowując: nie polecam, szkoda zdrowia i nerwów