Pracodawca wymaga najwyższej jakości obsługi za najniższą krajową. Podczas rozmów rekrutacyjnych zawsze pada hasło o możliwości negocjacji stawki, o podwyżkach w przyszłości, jednak jakiekolwiek próby rozmów o przejściu na wyższą stawkę kończą się mantrą "nie możemy dać podwyżek, bo i tak musimy dokładać do tego biznesu" (tymczasem właściciel wspaniale bawi się np. na drogich wakacjach z żoną). Właściciel próbuje zarobić jak najwięcej, nie dając nic od siebie. Notorycznie spóźnia się z wypłatami. Wykorzystuje sytuację studentów i innych pracujących tam młodych osób.
Ani właściciel, ani kadra menadżerska nie posiadają praktycznie żadnej wiedzy merytorycznej odnośnie do wystawianych artefaktów. Bazują jedynie na ciekawostkach, półprawdach i przekłamaniach (ważne, by przekaz wydawał się atrakcyjny). Próbują wymagać na pracownikach, by podawali turystom niesprawdzone lub nieprawdziwe informacje, bo te wydają się ciekawe.
Wiele do życzenia pozostawiają też warunki w samych obiektach. Zima w prowadzonych atrakcjach często panują temperatury poniżej dopuszczalnych (i mówię tutaj nawet o tych częściach obiektu, w których pracownicy sprzedają bilety). Obiekt wrocławski jest nienależycie zabezpieczony i mimo zabytowego waloru - niszczeje. Jest notorycznie zalewany, a obiekty wystawowe pleśnieją. Szef i menadżerka zalecali jedynie, by przecierać je, by pleśń nie była widoczna.