Raz byłem w warsztacie i to odmieniło całkiem moje życie. początkowo nie sądziłem że taka błachostka jak wymiana żarówek nad rejestracją może tak odmienić człowieka. Pan który tam pracuje to bardzo miły i pogodny człowiek, na starcie poczęstował mnie zimnym Monsterem oraz ciastkami i kazał żebym niezwłocznie przedstawił me całą sytuacje z autem. Rozmowa bardzo się kleiła, od auta bardzo szybko przeszliśmy do egzystencji człowieka, a następnie do wiary. Nie ukrywam jestem bardzo wierzącym człowiekiem któremu trudno znaleźć kogoś o podobnym poglądach ale od razu poczułem że z tym człowiekiem nie raz mogę zdobyć szczyt uduchowienia. Rozmawialiśmy tak przez prawie 3 godziny - dawno się tak nie czułem, dawno nie czułem się taki wysłuchany. Po rozmowie zaproponowałem żebyśmy wybrali się razem na pielgrzymkę na Jasną Górę, ten od razu się zgodził i powiedział że jak tylko wróci do domu to zamówi sobie śpiwór i wyciągnie z szafy stary zakurzony śpiewnik który kiedyś bardzo często używał. Trzy tygodnie później byliśmy już w drodze na Jasną Górę, podróż mijała bardzo radośnie, co jakiś czas mijali nas ludzie którzy pozdrawiali nas, miałem wrażenie że przez ten tydzień zaśpiewałem wszystkie pieśni z tysiąc razy. Nocowaliśmy zazwyczaj u miłych ludzi, świetlicach lub szkołach, z racji tego że specjalnie na pielgrzymkę kupiłem nowe buty to bardzo dokuczały mi przetarcia na piętach, któregoś razu po całym dniu marszu spytałem się jego czy nie ma jakiegoś plastra lub jakiegoś leku na przetarcia, powiedział że nie ma ale zaproponował że następnego dnia chętnie mnie poniesie na plecach. Po dotarciu na Jasną Górę oddaliśmy się cało dniowej modlitwie, spędziliśmy razem trochę czasów w klasztorze ojców Paulinów, a następnie wybraliśmy się pociągiem do domu. Podsumowując - człowiek złoty ale żarówki pod rejestracją mi nie wymienił. Dziękuję