Po 2 dniach pracy bez pisemnej umowy, poszedłem do pracodawcy na koniec dnia i powiedziałem: „podpisalibyśmy dzisiaj umowę" Pracodawca zaczął się wykręcać, a na argumenty związane z brakiem ubezpieczenia w razie wypadku w pracy odpowiedział, że jestem „za małym gówniarzem, żeby dyktować mu warunki”. Powtórzył to kilka razy przy kliencie i innych pracownikach, ostatecznie stwierdzając, że jak mi się coś nie podoba, to pracować u niego nie będę.
Kilka godzin później, przekazując należność za pracę w gotówce z ręki do ręki i bez żadnego dokumentu, powiedział, że dla niego liczy się przede wszystkim kultura i szacunek, równocześnie udając że nie słyszy mojego stwierdzenia, iż podczas wcześniejszej rozmowy w której zachowałem spokój, potraktował mnie przy innych ludziach jak wymyślającego sobie przepisy gówniarza.