m3reck08.03.2022 17:41
Były pracownik
-bardzo mierna organizacja firmy, pracownicy wielokrotnie podają nieprawdziwe informacje które są sprzeczne ze stanowiskiem szefowej- w przypadku konfrontacji pracownik nawet nie usłyszy przeprosin
-wiele kłamstw na etapie rekrutacji oraz przez cały kontrakt, np.: przy rozmowie rekrutacyjnej pracownica Natascha obiecywała system zaliczek wypłacanych w wysokości 80% przepracowanych godzin na podstawie zdjęć z kart pracy- po tygodniu zgłaszając się o zaliczkę brygadzista odmówił podpisania kart pracy i stwierdził, że zrobi to po pracy. Po rozmowie z firmą zostaliśmy zapewnieni o tym, że zostaną nam wysłane pieniądze, że poinformują brygadzistę o tym, że musi podpisywać nam karty przed południem i proszą, żebyśmy wysłali takie karty, jakie obecnie posiadamy, czyli niepodpisane.
Pod koniec dnia dostaliśmy maila zwrotnego z informacją, że nie mogą nam wysłać pieniędzy bez podpisu, finalnie zostały one wysłane dopiero we wtorek następnego tygodnia. Niestety firma nie wywiązała się z zapewnień swojej pracownicy i została wysłana zaliczka w wysokości 150 EUR.
Po kolejnych wysłanych mailach zostaliśmy poinformowani, że to jest maksymalna wysokość zaliczki jaką oferują i że więcej pieniędzy nie wyślą, 150 EUR za każdą podpisaną kartę wysłaną do nich mailowo.
Kolejne kłamstwo firmy dotyczyło mojego kolegi z którym przyjechałem z nimi współpracować: na wstępie zaznaczał, że przyjechał się nauczyć fachu i że na chwilę obecną nie umie wiele. Firma zapewniła nas, że to jest żaden problem i tak długo jak będzie chciał się uczyć, będzie przychodził do pracy i będzie widać progres, to nie będzie żadnego problemu.
Po 3 tygodniach pracy brygadzista poinformował go o tym, że nie chce go widzieć w następnym tygodniu, odmówił podpisania karty pracy za obecny tydzień. W tygodniu poprzedzającym nie podobało się mu tempo pracy kolegi, więc wymazał mu 8h z całego tygodnia.
Minęło 1,5 miesiąca pracy-robota była na chwilę obecną skończona więc doszło do przeniesienia w nowe miejsce.
Sam sposób w jaki dochodzi do przeniesienia jest również powodem, dla którego nie polecam podejmowania pracy z filią w Regensburgu.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej podkreślaliśmy, że przyjechaliśmy do Niemiec pracować w Monachium i że koniecznie tam chcemy pracować. Usłyszeliśmy, że keine problem, że mają dużo zleceń w Monachium i czekają nas długie kontrakty. Po zakończeniu roboty w Monachium chciałem wracać do Polski na weekend, a w czwartek dostałem maila z informacją o przeniesieniu do małej wsi pod Regensburgiem, że w poniedziałek mam już stawić się w pracy.
Zadzwoniłem wtedy do Norymbergi aby zapytać ich, jak u nich z kolei wygląda przeniesienie na inne miejsce. Dowiedziałem się, że normalny sposób przeniesienia pracownika polega na wysłaniu mu kilku dostępnych ofert, aby pracownik mógł wybrać sobie miejsce w którym będzie pracować. W Regensburgu wygląda to tak, że dostajesz nagłego maila (bez żadnego telefonu uprzedzającego-gdybym nie sprawdzał maila to nawet nie wiedziałbym, że w tym momencie doszło do niego). Zapytałem również o opinię, co sądzą o mojej sytuacji. Pomimo bycia tą samą filią, Norymberga była zaskoczona tym co wyprawia się w Regensburgu i oferowali wsparcie jak tylko mogą. A że filie są od siebie niezależne, to poza telefonami-nie mogli zrobić zbyt wiele.
Po miesiącu spędzonym w innym miejscu, doszło do następnego, nagłego przemieszczenia. Tym razem do kolejnej wsi pod Regensburgiem, gdzie czynsz droższy był niż w Monachium przy wynajmie samodzielnego mieszkania. Przy konfrontacji z agencją i pytaniu o powód przeniesienia, agencja zwalała powód na firmę, firma zwalała powód na agencję i koniec końców nie dowiedziałem się o co chodzi obu stronom. To był moment w którym doszło do największej konfrontacji między mną a właścicielką, gdzie wypisałem jej wszystkie wątpliwości związane z warunkami pracy. Z całej konwersacji najlepiej będzie wyciągnąć najbardziej śmieszne i żałosne próby obrony na argumenty które jej postawiłem:
-przeniesienie z Monachium pomimo deklarowania (oraz zgody ze strony pracownika), że tylko tam chcę pracować było tłumaczone nieznajomością języka niemieckiego. Podczas pracy w obu firmach, brygadziści mówili tylko po niemiecku i byliśmy w stanie się z nimi porozumieć. Nikt nie mówił po angielsku (jak nam obiecano).
-zaliczki które nie były wysyłane na czas tłumaczone były zawsze winą banku, pod koniec współpracy 3 zaliczki zostały pominięte mimo zapewnień, że zostały one wysłane.
-podczas rozmowy właścicielka straciła nad sobą kontrolę, przestała pisać maile po angielsku i pisała je tylko w języku niemieckim. Próbowała wymusić na mnie zapłacenie za mieszkanie, w którym nie spędziłem nawet sekundy.
-2 tygodnie pracy do tej pory pozostały nierozliczone. Ale szczerze-niech się nimi Saskia naje. Szkoda nerwów.
Jeżeli musicie podjąć z nimi współpracę, zróbcie to w Norymberdze. Tam przynajmniej potraktują Cię jak człowieka (w każdym razie tak zapewniają)
Regensburg omijać szerokim łukiem