Wykupiłem naukę języka angielskiego za miesiąc z góry (co było poważnym błędem!). Pierwsza lekcja próbna z jakąś studentką — myślę sobie: „ok, lekcja jak lekcja”. Zaakceptowałem ją, było w porządku. Dałem jej swój niemiecki numer, na który miała się kontaktować (polski też miała, ale uprzedzałem, że tam nie jestem dostępny).
Na czas kolejnej, już normalnej lekcji (przyznam, że sam o niej zapomniałem), 15 minut po umówionym terminie lektorka wysyła mi wiadomość, że przeprasza, bo się spóźni itd. Odpisałem jej, że nie ma problemu, sam się zamieszałem, i zapytałem, czy możemy przełożyć na jutro lub godzinę później. Po czym szok i niedowierzanie — lektorka próbowała odwrócić kota ogonem, twierdząc, że to nie jej wina 😃 i że to ja dałem plamę. (Na szczęście więcej już o niej nie słyszałem).
Zażądałem innego lektora. Miało odezwać się dwóch, ale finalnie napisała tylko jedna pani — Nina. Kontakt od początku był trudny, ale ostatecznie umówiliśmy się na poniedziałek o godzinie 20:00. O 18:09 Pani Nina wysłała mi wiadomość: „Dzień dobry, baaaaardzo przepraszam za nagłą zmianę, lecz mam awarię prądu, totalnie wysiadł mi w mieszkaniu i mam elektryka na jutro. Dzisiaj muszę podskoczyć do cioci, żeby cokolwiek naładować i zrobić. Czy byłby problem, gdybyśmy przełożyli na jutro na 20? 🙏”.
Odpisałem, że nie ma problemu — i od tej chwili cisza, jak makiem zasiał. Napisałem Pani Ninie, że dochodzi 20:00 i mam nadzieję, że lekcja się odbędzie — nic. Dzwonię — nic. Napisałem, że to już są żarty — też nic.
Nie polecam tej instytucji. Pracują tam niedojrzałe dzieci!