Odradzam wizyty w tej przychodni.
Nasza kotka była silna, zdrowa i zadbana. Miała wszystkie badania na krew, szczepienia i echo serca (wyniki dobre).
Kotka po wizycie w tej przychodni przed weekendem, dostała duszności, przestała jeść i pić wodę.
W poniedziałek zawieźliśmy kota prosząc o pomoc, podano jej steryd, antybiotyk i lek moczopędny po czym kazano obserwować i zgłosić się następnego dnia z rana.
Następnego dnia z rana zawieźliśmy kota, ponieważ stan się nie poprawił i po telefonie oddano dam kota, którego stan zdrowia, zgodnie z rozmową telefoniczną się poprawił i jest cyt."stabilny".
Na miejscu, kiedy zobaczyliśmy naszą kotkę, była w znacznie gorszym stanie niż przed oddaniem, ona ledwo oddychała,
Pani Aleksandra oraz jej mąż stwierdzili, że kot jest "wyleczony" i pokłóciła się z nami po czym wyszła drąc się i wyzywając nas, zaś mąż Pani weterynarz gadał na prawo i lewo, że powinniśmy ograniczyć wizytę u nich bo to kota stresuje, szkoda że to Pani weterynarz prowadziła od początku naszą kotkę ładując w nią sterydy i inne lekarstwa oraz kazała przychodzić co 2-3 tygodnie na wizyty kontrolne.
Mało, tego poszedł za nami upominając "za leczenie się płaci", tak jabyśmy kiedkolwiek protestowali. Ostatecznie nie zapłaciliśmy(zgodnie z ich wolą) i zostawiono nas z umierającą kotką o 19.00.
Tego samego dnia w nocy pojechaliśmy 50 km do innego miasta, żeby uratować kotkę do znajomego młodego kardiologa, który zgodził się przyjąć nas po godzinach i od razu stwierdził, iż badanie jest niemożliwe ponieważ kotek się dusi gdy jest na plecach. Miała zalane płuca i ciężki stan zapalny, dwoje młodych lekarzy próbowało ja uratować, niestety nie przeżyła, wszystko wydarzyło się w ciągu 2 dni.
Jesteśmy z rodziną zdruzgotani.
W przychodni INOWET Przychodnia Weterynaryjna Aleksandra Kiejkowska Specjalista Radiolog, pracują źli ludzie bez rzetelnej wiedzy, postawili błędną diagnozę, ponieważ serce do samego końca funkcjonowało dobrze.
To nie są głupi ludzie, doskonale wiedzieli, w jakim stanie jest kot i że nie przeżyje wydając ją nam, twierdząc przy tym, "stan stabilny", "kot został u nas wyleczony".
Co za potwór, wystawia stałą umierającą pacjentkę za drzwi w nocy i odmawia leczenia !?
Mam nadzieję, że Karma się o Państwa upomnii i los odpłaci Wam za zamordowanie naszej kotki.