Chciałbym podzielić się moim doświadczeniem z pracy w firmie, które niestety okazało się bardzo negatywne. Jest to jedno z najbardziej absurdalnych miejsc, w jakich miałem okazję pracować. Na samym początku warto wspomnieć, że firma nie zapewnia szkolenia stanowiskowego. Nowi pracownicy muszą sami radzić sobie z nauką, zadając mnóstwo pytań i często popełniając błędy. Kiedy coś pójdzie nie tak – a uwierzcie, że prędzej czy później tak się stanie – cała odpowiedzialność spada na was. Szef nie dostrzega problemu w braku wsparcia, a gdy zapytasz, dlaczego tak jest, usłyszysz: „Bo nie chcemy nikogo niańczyć.” Praca przy maszynach sztancujących jest trudna, ponieważ wymagają one precyzyjnego ustawienia, a wiele rzeczy może pójść nie tak. Mimo to pracodawca ignoruje te trudności i oczekuje, że będziesz wyrabiać wyśrubowane normy, podczas gdy szefowie twierdzą, że łatwo można je wyrobić. Jednakże nie wspominają, że jest to możliwe tylko w idealnych warunkach, kiedy wszystko jest już podsunięte pod nos, a tempo pracy jest maksymalne. Atmosfera jest niezwykle toksyczna, z ciągłymi nerwami, wytykaniem błędów i przerzucaniem się winą. To naprawdę utrudnia normalną pracę. Oprócz tego oczekuje się, że będziesz znać magazyn na wylot, drukować etykiety ze specjalnymi oznaczeniami, obliczać metry nawoju i samodzielnie ustawiać maszyny – wszystko to bez wcześniejszego szkolenia a musisz to mieć w jednym paluszku. Do tego dochodzą niskie zarobki – minimalna płaca i umowa zlecenie to jedyne, co firma oferuje. Jest to traktowane jak coś wyjątkowego, jakby miało być największą motywacją do pracy w tym miejscu. Dodatkowo firma stosuje praktykę potrąceń z wypłaty za zużyty materiał w przypadku reklamacji lub innych problemów. Moje doświadczenie z tą firmą było bardzo negatywne i nie polecam tego miejsca nikomu, kto szuka pracy w normalnych warunkach. Może firma jako producent etykiet jest dobra, ale jako pracodawca pozostawia wiele do życzenia.