Praca na recepcji w Gabinecie Myśli Pozytywnej w Warszawie była dla mnie bardzo stresująca, głównie ze względu na sposób komunikacji jednej z terapeutek wobec zespołu.
Uwagi do pracy recepcji były niejednokrotnie zgłaszane przy pacjentach (!), co jest nieprofesjonalne i podważa autorytet pracowników. Dotyczyło to często drobnych kwestii, które mogły być omawiane na osobności, a jednocześnie bywały wyolbrzymiane, np. temperatury czy rodzaju podanej jej herbaty.
Zdarzało się przypisywanie błędów recepcji bez sprawdzenia faktów oraz oczekiwanie wskazania „winnej osoby”. Co istotne, bywały sytuacje, w których po weryfikacji okazywało się, że recepcja działała prawidłowo, a niedopatrzenie leżało po stronie osoby zgłaszającej.
Sposób komunikacji miał charakter protekcjonalny i opierał się na krytyce. Polegał często na długim tłumaczeniu "roli recepcji", co tworzyło napiętą atmosferę i obawę przed popełnianiem błędów.
Nie był to pojedynczy incydent, lecz powtarzający się schemat.
Zaznaczam, że moja opinia nie odnosi się do reszty pracowników i nie dotyczy relacji z pacjentami.