A szanowne kierownictwo znowu o swojej logice. W sytuacji stanowiącej mobbing, ciężko jest myśleć logicznie. Śmieszne jest, gdy firma najpierw wystawia ogłoszenia dla elektryków "BEZ DOŚWIADCZENIA", a następnie oczekuje uzyskania profesjonalisty i doskonałego fachowca w czasie mniejszym, niż 3 miesiące. Polecenia o których szanowny Pan wspomina były kompletnie nieprecyzyjne. "Porządne papiery", których nie odebrałem sam Pan dobrze wie, jak były porządne. Urząd skarbowy powinien ze szczególnym zaciekawieniem przyjrzeć się pracy w tej firmie. Praca przy wysokich napięciach miała miejsce chociażby w sytuacji gdy sprzęt, którego używaliśmy znajdował się wewnątrz budynku transformatorowni. Sam Pan rzekł do nas, byśmy nie wchodzili wgłąb budynku, bo możemy zostać porażeni łukiem indukcyjnym. Nie wspominam o wbijaniu uziomów w pobliżu kabla 20KV, gdy musieliśmy przerwać pracę aby upewnić się w oparciu o schematy, że nie zamienimy się za chwilę w węgiel. A tak przy okazji, zagadnienia powiązane z wysokimi napięciami nie stanowią materiału nauczanego w zawodzie ELEKTRONIK, lecz w zawodzie ELEKTRYK. Coś Panu najwyraźniej się pomieszało. Zaskakująco często wspominał Pan jak wielu pracowników przewinęło się przez Pański zakład pracy. Być może fakt ten winien być zastanawiający. Nie rozumiem Pańskiej postawy do moich okresów pracy w handlu. Kończyły się wraz z zamknięciem biznesu przez właścicieli. Nawet publicznie pisząc szanowny Pan pokazuje sposób, w jaki Pan działa na co dzień. Odgórnie Pan ocenia moją pracę w innych miejscach, o której Pan nie ma żadnego pojęcia. Pańskie słowa na temat różnic kasowych są ewidentnie złośliwe oraz pozbawione podstaw. Co kierownictwo firmy budowlanej może wiedzieć o handlu? Bardzo ładnie pokazuje Pan poziom kultury i szacunku w firmie chociażby po odpowiedzi, w której określa Pan swojego byłego pracownika jako ułomnego. Potwierdza Pan w Tym miejscu jedynie swoją postawę. Wielka szkoda, że nie zechciał Pan się jeszcze odwołać do własnych słów, które padły w odpowiedzi na moją potrzebę konsultacji z lekarzem po skręceniu stawu skokowego. Jeszcze większa szkoda, że nie odniósł Pan się do sprawy i nie wyjaśnił mi dlaczego nie został zgłoszony wypadek w pracy? 100% płatności za L4 też sobie nie przypominam, co w tej sytuacji powinno mi się należeć. Niezależnie od tego co Pan napisze - nie specjalnie mnie to interesuje. Ja tylko opisałem wygląd naszej współpracy z perspektywy pracownika. Myślę, że obaj wiemy jak było. Ja z tego już wyszedłem, zaś Pańska firma sama sobie robi opinię tu i ówdzie. Nawet podczas pracy w halach firmy Draxton pytano mnie "Szef na Was cały czas się tak drze?". Może warto przemyśleć jednak pewne kwestie zanim kosa trafi na kamień? Pozdrawiam.