Bardzo profesjonalne zagrania, lawina pozytywnych komentarzy z chatgpt zastąpiła refleksje nad tym, że może jednak warto się zastanowić jak można poprawić to z czym wszyscy mają problem i co zgłaszają od wielu miesięcy na kilku poziomach "władzy". To nie byli hejterzy tylko ludzie którym już się w końcu ulało - zgłaszali problemy, prosili o rozmowy, prosili o zmiany, znali swoje prawa, chcieli dobrze dla własnych dzieci. Nie działało żadną inną drogą to spróbowali tutaj. I jak ma być inaczej skoro zadanie prostego pytania na spotkaniu jest odbierane jako atak, hejt, uwziecie się, negatywna energia itd? Czasem warto posłuchać rodzica (i jakby nie patrzeć klienta), nauczyciela, specjalisty. Nie warto zakładać z góry, że każdy wypowiedziane przez te osoby słowa, prośby, opinie, propozycje = hejt i negatywne nastawienie. Personel, specjaliści, rodzice, to naprawdę wspaniali ludzie z sercem na dłoni, każdy z nich dla dzieci zrobi wszystko. Wystarczyło chociaż nie kłamać, przecież każdy jest tylko człowiekiem i by to zrozumiał. Ale w momencie kiedy robi się z rodziców za przeproszeniem idiotów, wmawia im się rzeczy które nie miały miejsca, to jak ma być normalnie? W jednym z komentarzy padło stwierdzenie że rodzic brał udział ostatnio w spotkaniu ipet na którym byli specjaliści oraz, że dostał maila, że terapię prowadzą nauczycielki - a, że inne osoby kłamią i na spotkaniu były z duchem świętym. W takim razie informuje, że w jednej z placówek rodzice mieli niezwykłą przyjemność spotkania z duchem świętym. Niesamowite! A jeśli faktycznie w innej placówce takie spotkania się odbyly to tylko można pogratulować podwójnych standardów - dla jednych dzieci komplet specjalistów , dla innych dzieci jeden. Zamiast przyznać się do błędu, przyznać rację komentarzom, zaproponować rozwiązanie, może w końcu raz przeprosić, przykrywa się teraz problem zrzucając winę na rodzica - jego emocje i niestabilność. To jest wina wszystkiego. A terapie? Nie są najważniejsze. Tylko stabilny rodzic. A jak ma być stabilny i nie mieć w sobie emocji jak jest robiony w ... ? Jak musi ciągle myśleć i kalkulować jak bardzo zaszkodziły dziecku braki w placowce, jak prosto w oczy się go oszukuje i oskarża o całe zło? Jak czyta jaki to jest nieszczęśliwy bo upomina się o swoje? Jak szuka innej alternatywy w ciągu roku szkolnego żeby nie skończyć z ręką w nocniku?Jak zastanawia się nad bezpieczeństwem swojego dziecka bo po placówce notorycznie kreca się obcy ludzie? Jak widzi zaangażowanie personelu i jego pomysły które prawie nigdy nie wypalają a personel gaśnie? A jak ma być dobrze skoro brakuje rąk do pracy? Kiedy pomysły są gaszone? Kiedy wspaniali specjaliści i ludzie są pokonywani przez to jak są traktowani? Nie rozumiem też tego oburzenia i ataku na rodziców którym ulało się, że od miesięcy nie są respektowane zapisy z dokumentu o wwr. Załóżmy, że terapie nie są najważniejsze, okej. Czy olewanie tego byłoby normalne? Czy olewanie rozwoju swojego dziecka byłoby wtedy okej? Żeby tylko ojojać placówki? I żeby nikomu się nie zrobiło czasami przykro? W innej sytuacji jeśli rodzic mialby głęboko co się dzieje z jego dzieckiem to już byłoby źle. Już naprawdę lepiej byłoby chyba udawać, że tematu nie ma niż atakować rodziców, że miało miejsce coś co doskonale kilkanaście osób wie że miejsca nie miało. Naprawdę czasem warto odpuścić i posłuchać co mają do powiedzenia inni.