Yurek Majcherczyk15.11.2018 20:15
Inne
Pan Kaczor na swojej stronie internetowej pretendującej, lub raczej stwarzającej pozory profesjonalizmu w kwestii ziół peruwiańskich, zamieścił kłamliwą informację, jakoby jedyna autentyczna Vilcacora z Peru nosiła na opakowaniach nazwę „Una de gato”. Pomijając już zupełną nieznajomość pisowni języka hiszpańskiego autora tej błędnej informacji, (gdyż wyraz „uńa”, który oznacza ni mniej ni więcej „paznokieć” lub „pazur”, po hiszpańsku poprawnie pisze się przez „ń”, a nie przez „n”), mamy tutaj do czynienia z przykładem zupełnej ignorancji, lub celowym wprowadzaniem czytelników w błąd po to, aby sprzedać im swoje produkty. Nazwa hiszpańskojęzyczna „Uńa de gato” jest bowiem jedynie jedną z wielu potocznych nazw nadawanych Vilcacorze, której właściwa nazwa botaniczna brzmi Uncaria tomentosa wild. „Uńa de gato” to po polsku „Koci pazur”, a po angielsku „Cat’s claw”…, itd., itp. Użycie tej nazwy na opakowaniu nie stanowi żadnego wyznacznika autentyczności i jakości oferowanego produktu… To jakaś wierutna i wyssana z palca bzdura… A swoją drogą ciekawi mnie jak pan Kaczor zaliczył jakiś tam kurs fitoterapeutyczny w Peru, czym się chwali na swojej stronie, skoro nie ma pojęcia nawet o podstawach języka hiszpańskiego? W tym kontekście bardzo interesujący jest fakt, że podaje taką informację, nigdzie zaś nie publikuje kopii dyplomu tego kursu… Wróćmy jednakże do Vilcacory, czyli do Uncaria tomentosa wild. Otóż istnieją jedynie dwa sposoby na stwierdzenie, czy Vilcacora, którą mamy w ręku jest nią naprawdę: pierwszy to znać miejsce, w którym wyrosła i w którym została zebrana, czyli być za pan brat z Amazonią peruwiańską… Drugi zaś to poddanie surowca badaniu na skład biochemiczny, czyli określenie zawartych w nim substancji aktywnych. Można to uczynić urządzeniem nazywającym się spektrometr. Innych możliwości nie ma… Pisanie, że nazwa zamieszczona na etykiecie jakiegoś produktu świadczy o jego autentyczności jest zwykłym robieniem ludzi w balona i traktowaniem ich jak ignorantów…