W skrócie - jeśli chcesz zacząć przygodę z teatrem, to nie tutaj. Poszukaj innej objazdówki. Jakiejkolwiek innej, serio.
Współczesne wydanie (usunięte przez administratora) owinięte w szaty "sztuki". Przepracowanie równoczesne z liczeniem każdego grosza w portfelu i zastanawianiem się czy dziś będziemy mieć garderobę normalną czy w piwnicy z gruzem na podłodze. Cyrk prowadzony przez ludzi, którzy chwalą się, że budują dom w górach z sauną (posiadając co najmniej dwie inne nieruchomości), ale na prośby o podwyżkę lub uwagi dot. skrajnie niskiej jakości sal i braku zachowanego BHP, zaczynają żalić się i umartwiać, że "muszą brać kredyty, żeby firmę utrzymać". Ach, cóż za poświęcenie dla Muzy Teatru! A w rzeczywistości maszynka do produkowana hajsu kosztem młodych i naiwnych artystów, których Mr. Evening zaczaruje na rozmowie wstępnej. Pracując w Teatrze Młodego Widza przygotuj się na to, że będziesz wyłącznie kolejnym rekwizytem. Rekwizytem do cichej wymiany, gdy tylko uda się znaleźć tańszy.
Firma logistyczno-bookingowa (Poznański Teatr Aktora) w której ciasnym, niewygodnym i niewyposażonym busie spędzisz 50% całego swojego czasu od niedzieli do piątku, przeciągnie Cię przez miejsca w których lokalne podstawówki nie robią już jasełek ze względów higieny i bezpieczeństwa. Ale spokojnie, my, z 2 tonami sprzętu i co najmniej jednym niekompetentnym współpracownikiem, rozłożymy tam scenografię w godzinę, zagramy trzy spektakle i zwiniemy się z powrotem do busa - oczywiście bez ŻADNEGO zapewnionego przez firmę posiłku czy zadatku na wyżywienie.
Jedynym pozytywem byli ludzie z którymi w te trasy się wyjeżdżało - ale znów, to tak w 50-70%, a przecież nie ma gwarancji na kogo trafisz w tym sezonie. Nie warte ryzyka. Plus, w takich warunkach ludzie się zmieniają - nawet jeśli to ta sama twarz i nazwisko, to po pół roku nagle siedzisz w busie z innym człowiekiem niż tym którego poznałeś na próbach. Wiem, bo sam się zmieniłem - bardziej zgorzkniały, drażliwy, fizycznie i psychicznie obolały. Dlatego zostawiam tę bezduszną manufakturę przyzdobioną niewypranymi kostiumami, wieczną manipulacją i zabawą w unikanie odpowiedzialności (oraz podatków 😉) i idę szukać spełnienia w innej pracy. Jakiejkolwiek innej, serio.