Miejsce do pracy, szefostwo, współpracownicy- tragedia, ale od początku.
1) proces rekrutacji przypomina coś w rodzaju łapanki. Przeprowadzająca go osoba- dyrektor szkoły nie stwarza nawet pozoru zainteresowania kandydatem, za to w nadmiarze, w "odklejony" sposób opowiada w samych superlatywach o miejscu, któremu bardzo daleko do ideału, o czym za chwilę.
2) Pracujących w tym miejscu ludzi można podzielić na dwie grupy; pierwsza to osoby "będące blisko" z dyrekcją, z szefostwem- te, jak daje się zauważyć, cieszą się szczególną pozycją, którą zawdzięczają informowaniu (dawniejsza terminologia: donosom) o uchybieniach zauważonych u pozostałych pracowników. Jak można się domyślić, atmosfera w takim miejscu jest tragiczna. Pracownicy cieszący się szczególnymi względami są w zauważalny sposób lepiej traktowani. Reszta jest niezauważalna, a często wykluczana. Powiedzieć, że w tym miejscu jest toksycznie, to tak jakby nic nie powiedzieć.
3) Przez kilka miesięcy pracy w tym miejscu z nikim nie udało mi się nawiązać bliskiej relacji, nikomu zaufać. W nikim nie czułam wsparcia.
4) Powyższe punkty mocno powiązane są z ogromną rotacją pracowników- jest kilku stałych pracowników, reszta bardzo szybko zostaje zwalniana lub odchodzi. To jest coś, co w każdej pracy mówi samo za siebie i nie trzeba dodatkowych komentarzy.
5) Wynagrodzenie jest niskie, a praca (z ciężko niepełnosprawnymi dziećmi)- bywa wyniszczająca, pustoszącą psychikę. Dla porównania- praca w sektorze budżetowym, w szkole masowej zapewnia podobne lub lepsze zarobki.