Moja opinia po kilku latach pracy w firmie
Zacznijmy od plusów, bo te oczywiście są. Firma się rozwija – pojawiają się nowe wtryskarki, powstaje nowy magazyn, jest nowe ogrodzenie. Inwestycje widać gołym okiem. Szkoda tylko, że rozwój firmy nie przekłada się w podobnym stopniu na rozwój wynagrodzeń pracowników.
Owszem, stawka godzinowa wzrosła, ale jednocześnie zmniejszono premię uznaniową, więc finalnie trudno mówić o realnej poprawie zarobków. Nadgodziny, które kiedyś miały sens, dziś często przestają się opłacać.
Kolejna kwestia to organizacja pracy. Czasy ustawione na maszynach są takie, żeby pracownik był w ciągłym ruchu i najlepiej obsługiwał kilka stanowisk jednocześnie. Czasami można odnieść wrażenie, że idealny pracownik według firmy to taki, który nie potrzebuje ani chwili przerwy i porusza się między maszynami jak dobrze zaprogramowany robot.
Była też wymiana wentylacji. Pracownicy słyszeli zapewnienia, że nowy system rozwiąże problemy. W praktyce bywa różnie. W okresie letnim temperatury na hali nadal potrafią być bardzo wysokie. Byłem świadkiem sytuacji, gdy pracownik zasłabł i jedynym rozwiązaniem okazało się odesłanie go do domu.
Jeśli chodzi o czystość zakładu, to warto wspomnieć o ciekawym zjawisku. Gdy zapowiedziana jest wizyta ważnego klienta, firma potrafi w kilka godzin przejść metamorfozę i wyglądać niemal jak sala operacyjna. Na co dzień jednak rzeczywistość jest nieco mniej reprezentacyjna – sadza, kurz, pył i charakterystyczna tłusta warstwa na maszynach oraz wyposażeniu to widok raczej powszechny.
Według oficjalnych pomiarów wszystko jest oczywiście w normie – zarówno zapylenie, jak i hałas. Każdy może jednak sam wyciągnąć wnioski po kilku godzinach spędzonych na hali produkcyjnej.
Jakość materiału do produkcji również pozostawia czasem wiele do życzenia. Zdarzają się dostawy, po których nie tylko jakość budzi wątpliwości, ale również zapach, który potrafi skutecznie uprzykrzyć zmianę.
Rotacja pracowników mówi sama za siebie. Coraz więcej osób przychodzi, sprawdza warunki i szybko dochodzi do wniosku, że to jednak nie dla nich. Zostają głównie ci, którzy już się przyzwyczaili albo wciąż liczą, że coś się zmieni.
Najbardziej szkoda jednak wieloletnich pracowników. Osoby, które przepracowały tu lata, nie mają dodatku stażowego ani szczególnych przywilejów. Nowy pracownik po okresie próbnym często zarabia praktycznie tyle samo. Trudno w takich warunkach mówić o docenianiu doświadczenia i lojalności.
Premie świąteczne również trudno nazwać motywującymi. Są raczej symbolicznym dodatkiem, który dodatkowo zostaje wliczony do wynagrodzenia i opodatkowany.
Przy rozmowach o podwyżkach można usłyszeć, że firma działa w bardzo konkurencyjnej branży i więcej płacić się nie da. Bywa też, że pracownikom tłumaczy się, iż problemem nie są zarobki, tylko sposób gospodarowania pieniędzmi. Padły nawet sugestie, że zamiast narzekać, wystarczy kupować tańsze rzeczy – na przykład buty bez krokodyla na logo.
Najbardziej zastanawia jednak podejście do ludzi. Zamiast doceniać pracowników, którzy znają swoją pracę i od lat utrzymują produkcję na odpowiednim poziomie, często można odnieść wrażenie, że obowiązuje zasada: „Nie pasuje? To się zwolnij. Na twoje miejsce znajdzie się ktoś nowy”.
Podsumowując – firmy nie polecam. Mam jednak nadzieję, że rosnąca liczba podobnych opinii da osobom zarządzającym trochę do myślenia. Bo jeśli nadal będą zakładać, że doświadczeni pracownicy są łatwo zastępowalni, może się okazać, że któregoś dnia przy tych wszystkich nowych maszynach zabraknie ludzi do pracy. A wtedy nawet pan Wiesław będzie musiał założyć rękawice, stanąć przy wtryskarce i wyrobić normę.