Jako architekt z wieloletnim doświadczeniem, zdecydowanie odradzam współpracę z biurem ARCH ESTATE Anna Lemańczyk w Bochni wszystkim potencjalnym pracownikom i podwykonawcom. Standardy tam panujące urągają przepisom prawa pracy oraz podstawowej etyki zawodowej.
Środowisko pracy charakteryzuje się skrajnym brakiem jakiejkolwiek transparentności, w odniesieniu do zasad panujących wewnątrz jak i finansowej. Z mojego doświadczenia wynika, że praktyką podmiotu jest proponowanie zaniżonych umów pisemnych (np. rzędu 500 zł składowanego na umowę zlecenie z wymaganiami jak na uop), podczas gdy wypłata realnego wynagrodzenia opiera się na niewiążących obietnicach ustnych, z których zarząd się nie wywiązuje. W przypadku zatrudnienia na Umowę o Pracę (na stawkę minimalną), spotkałam się z absurdalną praktyką wypominania pracownikowi sposobu na który został zatrudniony oraz notorycznego wypominania ustawowych kosztów pracodawcy i naliczania na tej podstawie wirtualnego „długu” wobec firmy – to jawna próba bezprawnego przerzucenia kosztów prowadzenia działalności na pracownika. Ponadto przy zakończeniu współpracy kierownictwo wymaga dokończenia wszystkich podjętych tematów, a w przypadku sporów próbuje pozyskiwać pliki i dokumentację projektową bez zawierania pisemnych umów o przeniesienie autorskich praw majątkowych (wymóg art. 53 Ustawy o prawie autorski😒 i celowo usuwa dostępy do ewidencji czasu pracy, aby utrudnić rozliczenia i rozliczenia.
Osoby decyzyjne i zarządzające podmiotem nie posiadają wykształcenia architektonicznego ani pokrewnego. W mojej ocenie ten brak elementarnej wiedzy kierunkowej bezpośrednio przekłada się na chaos, niezrozumienie procesów projektowych i regularne paraliżowanie postępów prac.
Kierownictwo systematycznie wprowadza w błąd Inwestorów oraz własny zespół. Wszelkie błędy wynikające z chaosu organizacyjnego są automatycznie zrzucane na projektantów – zarząd za każdym razem „umywa ręce”, aby zachować pozory nieomylności przed klientem. Sama współpraca budzi poważne wątpliwości etyczne. Kierownictwo notorycznie manipuluje faktami, ustaleniami i w zasadzie pracownik nie ma żadnych pewności w odniesieniu do swojej pracy. Ponieważ zarząd nie ma uprawnień, zewnętrzni projektanci (zrzeszeni w izbach) traktują opieczętowanie dokumentacji w zasadzie jako czynność administracyjną, podczas gdy faktycznymi autorami rozwiązań pozostają osoby bez kwalifikacji. Jednak zaznaczę, że jeżeli jest to osoba z dużym doświadczeniem nie ma to znaczenia merytorycznego. Praktyką biura jest skrajnie nieodpowiedzialne zarządzanie nakładem pracy. Projektanci są obciążani lawinową liczbą tematów, których terminy realizacji systematycznie się pokrywają. Taki chaos organizacyjny i narzucanie nierealistycznego tempa z góry uniemożliwiają zarówno terminowe oddanie projektów, jak i zachowanie niezbędnej, profesjonalnej jakości dokumentacji. W efekcie zarząd projektuje sytuacje, w których opóźnienia są nieuniknione, a następnie – jak wspomniano wyżej – przerzuca za nie pełną odpowiedzialność na zespół. Zdecydowanie odradzam to miejsce osobom, które szukają profesjonalnego biura, szacunku do człowieka i prawa pracy.