Zatrudnienie w formie Bi to Bi, a więc własna działalność gospodarcza i umową o współpracę/dzieło, ze wszystkimi plusami i minusami, jakie ona niesie. Nie mam pojęcia, jak firma zachowuje się względem współpracownika, który ulegnie wypadkowi lub poważnie zachoruje i nie będzie mógł pełnić swoich obowiązków, np. przez miesiąc czasu.
Względem pracowników (a w zasadzie współpracowników) firma reguluje należności w sposób terminowy. Można też liczyć na dodatkowe bonusy w postaci zwrotu kosztów poniesionych na zakup odzieży i obuwia roboczego, dodatkowe ubezpieczenie, etc.
Współpracę z resztą kadry (przede wszystkim młodzi i bardzo młodzi ludzie) oceniam w sposób pozytywny, a z niektórymi wręcz wzorowy; wiadomo - na początku trzeba się dotrzeć. Zaplecze dla kadry - zależnie od budowy - wyposażone jednak w sposób poprawny - jest osobna, estetyczna toaleta, coś na kształt aneksu kuchennego z mikrofalą i lodówką.
Na komfort pracy wpływa także ogólna sytuacja na rynku budowlanym, która jest niezależna od firmy BIN2.
Dużym minusem jest konieczność wykonywania bezpłatnych, obowiązkowych dyżurów, zarówno w tygodniu, jak i w soboty, tak że przy stałej pensji natrzepie się po 230-240 godzin w miesiącu, co po przeliczeniu na stawkę godzinową wyjdzie mniej więcej tyle samo, a nawet mniej, niż zarabiają robotnicy na budowie. Z drugiej strony, jak trzeba się urwać, np. do lekarza, to nie ma z tym problemu.
Wykonawcy - różni. Jedni są ogarniętymi profesjonalistami, drudzy to gamonie i pseudofachowcy, którzy jakbyś się nie starał, to i tak schrzanią robotę i trzeba ich prowadzić niczym dzieci w przedszkolu. Na pewno są tacy, którzy mają z szefostwem układy, przez co np. zrzucają obowiązek ogarniania swoich frontów na inżynierów z BINu, zamiast zatrudnić swoich inżynierów/majstrów. Czyli, jak wszędzie.
Jeżeli komuś odpowiada taka forma zatrudnienia i czas pracy - to można spróbować. Ogólne wrażenie neutral - ze wskazaniem na pozytyw.