Przypominają się mroczne czasy z początku XXI wieku, gdy pracodawca robił łaskę, że w ogóle zatrudniał pracowników do pracy. Dziś, w czasach niżu demograficznego, gdy pracy jest więcej niż pracowników - mamy silny rynek pracownika, to co oferuje sklep BricoMarche w Lubaniu to synonim Januszexu prowadzonego gdzieś na prowincji.
Zacznijmy od początku:
- Bezpłatny dzień próbny. To by było nawet śmieszne, gdyby nie to, że pracownik na takim dniu normalnie wykłada towar i wykonuje czynności jak normalny pracownik. Oczywiście za free. To chyba jedyna firma i sklep w okolicy który wita pracownika czymś tak patologicznym - oczywiście protest skończy się odmówieniem współpracy.
- Na start śmieciówka. 3 miesiące umowy-zlecenie. Niby 3 miesiące, bo znane są przypadki pracowników, którzy przepracowali tak pół roku lub dłużej. Umowa o prace w zależności od widzi-mi-się kierownika i tego, czy księgowej akurat się chce zajmować papierkową robotą.
Do widzi-mi-się należy przywyknąć, bo już będąc na umowie o pracę, od tego zależy premia. Czyli od widzi-mi-się.
- Brak szkoleń z asortymentu, obsługi, czegokolwiek. W zasadzie to nawet nie wiesz, gdzie będziesz pracować, chcesz na ogród, wrzucą cię na majsterkowanie. Nie znasz się? Będziesz świecił/świeciła oczyma do klienta przez kilka miesięcy, może na ładne oczy kogoś obsłużysz.
Nawet sklepy spożywcze oferują lepsze szkolenia, a to jest sklep specjalistyczny, który wymaga trochę więcej kwalifikacji, niż byle jacy ludzie z łapanki. Ale skoro ma być najtaniej, bo to Januszex, to lecimy dalej.
- Wspominałam o premiach. Premie to też cyrk na kółkach. Stówka, dwie czy inne groszowe sprawy. Jesteś najtańszą siłą roboczą, bo prezes przecież musi mieć na nowe auto. Ogólnie to nie masz nawet perspektyw na awans, rozwijanie kompetencji, brak szkoleń, umowa nie oferuje żadnych benefitów, słowne NIC. Tylko najniższa krajowa na rękę.
Praca może lekka. Większość pracowników spędza czas na fajce, rozmowach, i nic-nie robieniu, albo narzekaniu na zarząd i prezesa - bo z reguły ostają się Ci, którzy są albo na umowach na stałe, i boją się zmienić pracę na oferującą lepsze warunki, albo młodzi którzy dopiero zaczynają przygodę na rynku pracy, i nie wiedzą, że świat wygląda trochę lepiej.
Obsługa klienta leży, bo i nikt nie zna asortymentu, i większość nie ma nic wspólnego zainteresowaniami z działem, na którym pracuje. To po prostu ten rodzaj pracy, gdzie maksymalnie tnie się koszta na kadrze pracowniczej, byleby tylko ktoś pracował. Z reguły z łapanki, albo ktoś, kto podliże się kierownictwu.
Gorąco odradzam. Mamy rynek pracownika, każdy kto pracuje lub zamierza tam pracować zasługuje na coś lepszego, i ma ku temu współcześnie ogromne możliwości ;)