Na wstępie zaznaczę, że dla firmy JS na stanowisku pracowałam dłużej niż pół roku. Nie była to moja pierwsza praca, nie jestem pierwszej młodości, a poprzednie doświadczenia zawodowe zbierałam również w pracy w sklepach, więc mam odniesienie.
1. Zarobki - na przyzwoitym poziomie, dobry system motywacyjny, progi czasami niewykonalne, ale ogólnie na plus, dobrze wypadają na tle innych pracodawców w galeriach handlowych (choć nie jest to najwyższa półka, jak np. przy sprzedaży garniturów).
2. Godziny pracy - niby można się dogadać, a zwykle okazuje się, że nie do końca... W weekendy najlepiej byłoby, żebyś pracował wszystkie (z tą jedną wolną niedzielą. Teraz pewno lepiej, bo zakaz handlu w końcu już mamy, hurra).
3. Ekipa - na jaką się trafi, taką się ma; wyścigu nie zauważyłam, dobra współpraca między salonami.
4. Wymagania względem pracowników - tutaj już kolorowo nie jest. Pisałam, że zarobki są niezłe, ale... względem wymagań niedostateczne. Nie spotkałam się z firmą, w której tak dużo czasu należy poświęcić na kwestie dotyczące VM. W innych sieciówkach zawsze była osoba odpowiedzialna wyłącznie za to (lub osoba z załogi, która miała dodatkowo płacone za te czynności), w sklepach JS witrynę trzeba zmieniać zwykle co tydzień i w porządku, jeśli zmienic należy tylko strój manekinom, ale również: - całą otoczkę towarzyszącą danej promocji/okoliczności (witryny tematyczne: walentynki, boże narodzenie i inne takie), - materiały promocyjne w całym sklepie, - cenówki na meble zwykle trzeba było robić samemu, metki też.
Materiały otrzymane z działu marketingu często trzeba było jeszcze wycinać, na witrynę dostawałyśmy półprodukty - taka dłubanina powinna należeć do ludzi z marketingu, skoro oni sami wpadają na pomysły tak "cudownego" wystroju i nie mają osoby od VM.
Baaardzo częste dostawy, ale za ilością zwykle nie szła ich jakość.
Firma teoretycznie stawia nacisk na mega profesjonalne podejście do klienta, ale tonąc w dostawach/odsyłkach, mając zmienić aranżację sklepu, bo takie mają widzimisię lub gdy trzeba zmienić ceny w całym salonie i to wszystko na cito, czasami brakuje czasu właśnie na klienta. Choć tu wybór należy do nas: dostać zrypę za niewyróbę z robotą przy towarze/sklepie czy kiepsko obsłuzonego klienta?
Generalnie zawsze coś jest nie tak i zawsze to twoja wina. :) Nawet, jeśli winę ponoszą ludzie z marketingu czy magazynu, bo nie dosłali tego, o co się prosiło. No ale oni są bliżej szefa. ;)
5. Nie usiądziesz nawet na chwilę (nie ma krzeseł, kręgosłup i nogi czasem bolą, czasem cierpną, kiedy musisz robić big dostawę w przykucu).
6. Częste kontrole, brak zaufania (tak, tak... prezes potrafi się czaić i robić kontrolę sprzed sklepu, "na oko", to nie bajki ;) i czepia się wszystkiego, nie przesadzam; oni tam w ogóle mają fioła na punkcie wewnętrznych standardów).
7. Mała swoboda działania, odzieranie z indywidualizmu (musisz robić DOKŁADNIE tak, jak ci każą).
8. Tutaj to chyba wyznawana jest zasada "żyj, aby pracować".
Jak chcesz nieźle zarobić - próbuj. Masz niesamowitą odporność na stres - próbuj śmiało.