Kasia14.02.2018 10:53
Inne
Witam. Mój syn miał okazję uczestniczyć w obozie Mali taternicy w roku ubiegłym. Generalnie nie polecam ośrodka Stanisława, w którym dzieci są zakwaterowane. Kiedy po przyjeździe syna do domu okazało się, że nie przywiózł z obozu okularów plywackich, pomyślałam, że sama zadzwonię do owego ośrodka i zapytam o nie. Mój błąd, bo owa właścicielka pensonatu zwyzywała mnie od nienormalnych, wiele niecenzuralnych słów pod moim i syna adresem padło. Generalnie brak obycia, kultury i co tam jeszcze.... Co prawda oddzwonił po chwili do mnie mąż tej pani tłumacząc, że leczy się ona z depresji, ale zatem czemu firma Krystad posyła tam dzieci, skoro Pani właścicielka tak pała do dzieci nienawiścią?...i się leczy.....Ja bałabym się posłać tam dziecko po raz wtóry.... Druga kwestia, nie wiem, czy nie najważniejsza. W umowie, którą zawarłam z tym biurem podróży był wyraźny zapis, który zapewniał dziecku opiekę lekarską w razie potrzeby. Otóż syn z tego wyjazdu powrócił z gronkowcem. Cały pośladek miał zajęty wrzodami. To też było przyczyną majaczenia i lunatykowania w gorączce syna w nocy na obozie. Kiedy poprosiłam do telefonu Panią wychowawczynię z grupy ta udała wielkie zdziwienie...nie widziała, mimo sygnałów wielkiego problemu. Kontakt z wychowawcami był utrudniony, mimo iż sygnalizowałam niejednokrotnie, że to nie jest normalny stan syna. Jak mantrę powtarzano mi, że mamy dać dzieciom spokój z telefonami, bo przez to dzieci tylko bardziej tęsknią i płaczą po kątach. I tak było z moim dzieckiem, ale dlatego, że źle się czuł. Nikt szczególnie też się nie zainteresował faktem, ze przez majaczenie i lunatykowanie w gorączce mojego syna wystraszyli się koledzy z pokoju syna i trochę od niego odsunęli. Syn czuł się i psychicznie i fizycznie źle, lecz lekarza nie wezwano. Na moje pytania syn mówił tylko, że Pani mu herbatkę miętową zaparzyła. Ach i Pani jeszcze paracetamol, swój własny, prywatny mu dała.....no ja przepraszam, a jakby nie miała- to co????.....Syna bolało gardło, ale tabletki na ból gardła też sam musiał na moją prośbę sobie kupić w pobliskiej żabce. Mam jednym słowem ogromny żal, bo syn się bardzo zraził do tego typu wyjazdów. Trzecia sprawa dotyczy kwestii pieniędzy. Podpisałam z biurem podróży umowę, w której wyraźnie było zawarte na jaki pakiet wycieczek się decydujemy. Dodatkowych propozycji płatnych postanowiliśmy nie brać tzn. wycieczki do Krakowa i jeszcz jednej- nie pamiętam teraz dokąd. Otóż okazało się, że po jednym z moich telefonów syn mówi mi, że zostało mu niewiele kieszonkowego. Proszę sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że wychowawca grupy wzięła od mojego 10- letniego syna pieniądze na dodatkowe wycieczki, na które zgody nie wyrażałam przecież podpisując z biurem umowę. Pytam zatem od kiedy to dzieci decydują o tym, czy jadą na podobną wycieczkę. Na moje pytanie w tej kwestii odpowiedziano mi, że zapytano dzieci, kto chce jechać i prawie wszystkie się zgodziły, więc musiały za nie zapłacić. Dla mnie to oburzające, jest to forma wyłudzenia dodatkowych pieniędzy przez to biuro. Jeśli zapyta się dziecko, czy chce jechać, to prawie każde powie, że tak. Co to ma być????....Efektem tego musieliśmy synowi dosyłać pieniądze, żeby miał kieszonkowe. Więc chcieliśmy, czy nie, to i tak zapłaciliśmy więcej....Ogólnie nie polecam....Dzieci z tego wyjazdu przyjechały chore, przynajmniej wszystkie z pokoju syna. Syn powiedział, że nie chce więcej jeździć na takie kolonie. Tragedia. Przestrzegam.