Poziom rekrutacji pracowników w tym schronisku pozostawia wiele do życzenia. Zarządzają nim młode osoby, które są wypalone (nadmiarem obowiązków), chamskie i nie mają pojęcia, jak sprawić, żeby chciało się tam pracować. Panuję lekko toksyczna relacja między pracownikami (jak to uznają) wyższego szczebla, a resztą załogi. Panuje mieszanka zakopiańskiej hierarchii z nutką korporacji, a właściciel najwyraźniej nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż na codzień nie ma go w obiekcie.
Pracownicy po kątach narzekają, nie wiedzą, kto ma jakie stanowisko i za co odpowiada. Rekrutacje pozostają BEZ odpowiedzi, a chaos i brak jakiejkolwiek struktury są wyraźnie widoczne. Nie ma to nic wspólnego z klimatem, który turystom mogłoby się kojarzyć ze schroniskiem.
Toaleta jest płatna, ponieważ zostały wyremontowane ścieki (kosztowna inwestycja po przejęciu schroniska) — dla zwykłego turysty nie jest to oczywiste, a można by było to wytłumaczyć w kulturalny sposób. Brak półki w łazience to duży minus dla wszystkich, którzy z niej korzystają, zarówno turystów, jak i pracowników.
Poziom obsługi niektórych kelnerek pozostawia wiele do życzenia, szczególnie jednej osoby, na którą nikt nie reaguje, bo panuje zasada „ręka rękę myje”.
Ludzie odchodzą i będą odchodzić z miejsca, w którym nie ma struktury, a już podczas rekrutacji słychać, że TRZEBA dopasować się do humorków głównych managerów i być odpornym na chaos. Może ktoś w końcu zwróci uwagę na to, co dzieje się na zapleczu, niedostępnym dla klientów, bo podczas mojego okresu próbnego miałam wrażenie, że pracownicy zapomnieli, iż dzięki turystom otrzymują wynagrodzenie.
Na plus płatne dni próbne jednak pozostawione bez dalszej odpowiedzi. Osoba słaba psychicznie, nie odporna na stres, docinki, nie umiejąca się dopasować i z większym doświadczeniem niż osoby wyżej - nie odnajdzie się w tym środowisku. Nie ma to nic wspólnego z pasją do gór, chęcią pracy w takim miejscu, pięknym widokiem. Totalne rozczarowanie dla osoby, która naprawdę żadnej pracy się nie boi.