Nie polecam nikomu pracy w tej firmie. Pierwsze dni to szok. Pracownicy na produkcji (kobiety z mężczyznami) przytulają się do siebie na przywitanie, przed świętami lub z innych okazji. W firmie na początku oprócz zasad BHP pracownik zapoznaje się z "wartościami" firmy. Odnosi się wrażenie, że ta firma jest wyjątkowa i inna niż wszystkie, ale to zwykła farsa.
Gdy mnie tam przyjęli to po miesiącu kierowniczka krojowni/magazynu nazwijmy ją J poinformowała, że bierze sobie dłuższe wolne, bo musi przemyśleć sobie kilka spraw, odpocząć bo czuje, że się wypaliła. To było na koniec stycznia. Miała wrócić po świętach na początku kwietnia, ale gdy zbliżał się termin jej powrotu, nagle ludziom tam pracującym przypomniało się, że ona była okropna, że miała chamskie odzywki, stosowała mobbing, itp. Pracownicy zmówili się i poszli do biura do pani Z (ona po części przejęła tam jakieś obowiązki po J), żeby przegadać kilka spraw. Choć pracowałem tam najkrócej, a z panią J nie miałem żadnych takich sytuacji to pytali czy też tam pójdę. I przyznaję, że początkowo zgodziłem się, ale potem to przemyślałem bo doszedłem do wniosku, że i tak nic nie wniosę do dyskusji. I cieszę się, że nie poszedłem. Co ciekawe nie poszła tam też pani L, bo pracownicy nie ufali jej, ponieważ była na zastępstwie za J i miała z nią kontakt. Ale w sumie chyba ją wyczuli, bo z mojego późniejszego doświadczenia okazała się być najbardziej fałszywą s**ą jaką do tej pory spotkałem. W każdym razie pracownicy nie poszli po to, żeby J gdy wróci poprawiła się (co mi się na początku wydawało) tylko, żeby się jej pozbyć. Na czele tej grupy pan L, który jest chyba najspokojniejszym pracownikiem. Nasuwa się pytanie czy cicha woda brzegi rwie, czy to raczej specyfikacja tego miejsca, że ludzie są mili na pokaz, a potem smarują ci d*pę na maxa. Po zebraniu w biurze na drugi dzień było zebranie na produkcji i padło pytanie z ust pana L: "Czy chcecie, żeby ona (J) była nadal naszą kierowniczką i tutaj pracowała. Jak nie to podpisujemy się, że jej nie chcemy". I się podpisali. Najlepsze, że dzień później pani J została wezwana na rozmowę. Przyjechała zadowolona, przywiozła placek na powitanie, z niektórymi się tu przywitała. Jakie musiało być jej zdziwienie kiedy dowiedziała się po co ją wezwali. Nie znam sytuacji, które tu niby wystąpiły, ale nie życzę nikomu takiego czegoś. Zadajcie sobie wszyscy pytanie czy chcielibyście po 11 latach pracy pod swoją nieobecność być obsmarowanym przez ludzi, z którymi pracowaliście tyle czasu? Czy uważacie, to za normalne? Czy nie dało się tego załatwić inaczej? Rozumiem, że ktoś sobie nie radził psychicznie i odetchnął pod nieobecność J. Ale czy nie mogliście najpierw z nią o tym porozmawiać. Ewentualnie jak chcieliście już na nią skarżyć to trzeba było to zrobić jak była. Jak ktoś ma się obronić w sytuacji, kiedy nie wie po co jest wezwany i jedyne co otrzyma to uwagi, pomówienia i negatywne opinie. To jest okropne i podłe zachowanie, zwłaszcza jak macie świadomość tej szopki, którą odstawiają ludzie podczas witania się. Pani Z z biura (nota bene ruda - co za przypadek) gdyby miała choć trochę zasad moralnych kazałaby pracownikom poczekać aż wróci J, żeby z nią to obgadać i dojść do pewnych ustaleń, a nie brać udział w tej egzekucji.
Co do mnie to finalnie nie przedłużyli mi umowy. Byłem w biurze na rozmowie z panią rudą Z i panią L i usłyszałem od Z, że nie przedłużą mi umowy, bo "mój charakter nie pasuje do tej firmy, a ludzie się tak po prostu nie zmieniają". I w sumie jakby się tak nad tym zastanowić to jest to prawda. Ja nie doniosłem na nikogo. Nie brałem udziału w tym cyrku, nie złożyłem podpisu pod tym tekstem o wywaleniu J. I wbrew pozorom cieszę się, że tam nie pracuję, bo tak fałszywych ludzi jak tam nie spotkałem nigdzie. W każdej firmie trafiają się "perełki", ale ta firma to ich siedlisko. Pani L już w lutym czyli 2 tygodnie po ogłoszeniu przerwy J i dwa miesiace przed końcem mojej umowy już wiedziała, że nie będę tam pracował. Skąd? Bo donosiła. Sama tworzyła problemy (przyczepiała się, że kartkę położyłem nie tam gdzie trzeba, chociaż nie maiło to wpływu ani na moją, ani na innych pracę. Przychodziła i szukała dziury w całym. Doskonale widziałem, że tylko ze mną robi takie gierki. Prowokacjom nie było końca. Jak jej powiedziałem, że problemy które robi są tylko w jej głowie, to doniosła to do rudej Z. Jest jeszcze jeden gagatek pan M który na mnie doniósł, że nie podawałem mu ręki, za to jak uniósł się i wyskoczył na mnie bo wytknąłem mu błąd, który mi wmawiał. Jeśli to czytacie to zastanówcie się nad sobą. Ile wy macie lat? Zachowujecie się jak małe dzieci. A jak ktoś wam zwróci uwagę albo wytknie błąd to nie potraficie przyznać się do tego tylko odwracacie kota ogonem. Tak robią małe dzieci, żeby uniknąć kary albo niedojrzali ludzie którzy mają mieć opinię nieskalanych (na pozór oczywiście). Ciekaw jestem tylko jednego. Czy szef zdaje sobie sprawę z tego jakich ludzi zatrudnia.