Szkoła jazdy "Sorsey" - to absolutny must-have na liście miejsc, gdzie NIE chcesz być.
Poniżej podsumowanie mojej historii:
1. Chaotyczny grafik, dostawałem nagłe telefony z pytaniem “a gdzie Ty jesteś”, a wcale nie umawiałem się tego dnia na jazdy.
2. Godzina jazdy zaczyna się ZAWSZE po planowanym rozpoczęciu jazd od 10 do 30 min i kończy również 10-15 min przed planowanym zakończeniem jazd.
3. W czasie jazdy instruktorzy podczas szkoleń prowadzą prywatne rozmowy przez telefon albo grają na telefonach, albo oglądają tiktoki albo co najgorsze śpią (tak to nie żart, gość przy mnie chrapał). A co tam bezpieczeństwo, prawda? Kamery w samochodach? Po co! Lepiej niech nikt nie widzi, co się dzieje w tym cyrku.
4. Jeśli chodzi o atencje to jedynie krzyki i wyzwiska tutaj to normalna praktyka podczas nauki jazdy.
5. Przebieg nauczania jest beznadziejny, raz na 30h parkowanie, raz na 30h zaglądanie pod maskę, nic nie jest przypominane i powtarzane, jedynie krytykowanie co źle robisz, a jak zrobić poprawnie lub w ogóle jak coś zrobić to się nie dowiesz.
Wysoka zdawalność polega na przygotowaniu wyłącznie do egzaminu (czyli jazda na pamięć i wyjeżdżanie połowy godzin w ostatnim tygodniu tuż przed egzaminem), następnie jak zdasz właściciel od razu bombarduje Cię smsami naciskając na wystawienie pozytywnej opinii (najpierw CI pociśnie że nie umiesz jeździć, a potem błagalne sms-y co kilka dni “wystaw opinie”). No bo przecież to był taki wspaniały kurs, prawda?
Podsumowując, jeśli masochistycznie lubisz tracić czas i nerwy, to "Sorsey" to dla ciebie raj na ziemi. Ale jeśli chcesz naprawdę nauczyć się jeździć, to lepiej omiń to miejsce szerokim łukiem.