Firma legenda w płd-wsch Polsce. Ilu kierowców tyle opinii. Moja jest następująca:
ogólnie nie jest źle. Firma specjalizuje się w dwóch "tematach". Przede wszystkim obsługuje Bellę z Torunia i wozi ich wyroby, po europejskich oddziałach, czyli Węgry, Rumunia, Rosja, Ukraina, Niemcy, Hiszpania, Portugalia. Na Płw.Iberyjski wozi się również inny towar. Z Rumuni i Węgier, powrót na pusto, z zachodu powrót z ładunkiem.
Brak jakiegokolwiek ciśnienia, szczególnie na kierunku rumuńskim i wschodnim, jedziesz kiedy chcesz, wracasz kiedy chcesz, ładujesz kiedy chcesz, oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Na kierunku zachodnim nie jest już tak różowo. Brak ciśnienia wynika z tego, że kasa jest z kursu, jedziesz zarabiasz, stoisz nie zarabiasz. Z tego też wynika, że kokosów nie zarobisz, bo kasa za kurs jest raczej średnia. Tabor na zachód nowy lub prawie nowy, na Rumunię i wschód, mógłby być w lepszym stanie. Ciekawostka jest taka, że starzy kierowcy jeżdżą albo nowym sprzętem, albo najstarszym 10-12 letnim, tym 6-7 letnim jeżdżą nowi. Jak ktoś wie coś o ceramicznej obudowie, to wie o czym piszę. Nikt w firmie nie proponuje firmowych magnesów, ani dodatkowych kart, a jak ktoś tak jeździ, to z własnej inicjatywy. Wszystkie auta to Volvo, tandemy, nowsze firanki, starsze plandeki. W autach lodówka. W firmie jeździ dużo kolegów ze wschodu. Różnych. Niektórzy na poziomie, niektórzy to szkoda gadać, ale tak samo jest wśród Polaków. Własny serwis. Jeśli ktoś mieszka po drodze, to może się dogadać i trzymać auto pod domem. Minus to kasa na parkingi, nie zawsze wystarcza, pieniądze wypłacane dopiero po 3 kursie, 2 kursy zostają na zawsze (do momentu odejścia) w depozycie. Po rozwiązaniu umowy, zwracają te 2 kursy. Często zaczepki o zużycie paliwa, w firmie istnieją normy, za przekroczenie których teoretycznie leci kasa, ale normy są dość rozsądne, ale zdarzają się auta, które mają je za niskie. W biurze mili ludzie, szefostwo, można się dogadać, choć często gra na zasadzie dobrego(usunięte przez administratora)Wyraźnie widoczne, niestety, gorsze traktowanie kierowców ze wschodu. Praca prosta jak drut, 3 miejsca załadunku, 3 rozładunku. Ogromnym minusem, ale to już nie do końca wina firmy, jest czas załadunków w Belli. Standardowa awizacja na 22 równa się załadunek po 12 godzinach. Dotyczy to przede wszystkim Torunia. Problemem były również rozładunki w Bukareszcie, choć ostatnio to się poprawiło. Jednak latem 2018 roku rekordzista stał 6 dni pod rampą, bo Rumunom nie spieszyło się z rozładunkiem, który w normalnych warunkach trwa 45 min. Reasumując: kto lubi pracę bez ciśnienia, chce być kierownikiem we własnej budzie, chce być trochę czasu w domu, a jak potrzeba kasy, to siedzi w budzie, idealne miejsce znajdzie w Jacie. Oczywiście nie licząc na kokosy i zgadzając się na pewne niedogodności.