Witam wszystkich. Czytając te opisy po prostu wraca przeszłość. Pracowałam tam niespełna miesiąc ale miałam serdecznie dość!
Ale po kolei. Po rozmowie z panem K. byłam w siódmym niebie że w ogóle znalazłam pracę, jako młoda studentka potrzebowałam dodatkowych środków na utrzymanie.W pierwszy dzień miałam szkolenie wykonane przez jednego z pracowników i po 2 godzinach wykonałam swój pierwszy telefon i udało się podpisać umowę, byłam szczęśliwa. Później zaczęło się psuć. Fakt nigdy nie zapomnę ludzi z którymi tam pracowałam, bo ekipa była naprawdę rewelacyjna. Pewnego dnia było tak, że przyszło się do pracy a nie było na czym pracować, bo komputery ktoś zabrał do czyszczenia i je wcięło. Innego znowu nie działał system który umożliwiał dzwonienie do klientów biznesowych, albo lista była wciąż ta sama i było się kolejną osobą z jednego pomieszczenia która dzwoniła do danej firmy po raz n-t. I wysłuchiwanie że nasza firma jest taka i owaka było przykre. Zostałam zwolniona w dość nietypowy sposób bo nasz "menadżer" wyszedł ze swojej dziupli i z krzykiem na nas że nie pracujemy i w ogóle. Wymienił mnie z imienia i nazwiska i powiedział "że w tym momencie mogę się spakować i wyjść bo niby nie jestem opłacalnym pracownikiem". Było to przy wszystkich ale po 2 dniach jak wróciłam po jakiś papierek że w ogóle zostałam zwolniona i za co fakt przeprosił mnie ale już tylko u siebie. Po ok 2 m-cach, mimo że już tam nie pracowała, dostałam na swoje konto wypłatę innej dziewczyny która tam pracowała, i mam na to dowód w postaci wyciągu z banku. Jak można mieć taki burdel!!! [usunięte przez moderatora] potrafiła tylko krzykiem rozmawiać, nie wiem czy miała coś ze strunami głosowymi, ale to nie normalne żeby tak traktować młodych ludzi. Podpisałam umowę-zlecenie, a mimo to pracowałam w określonych godzinach w określonym miejscu pod określonym kierownictwem i jeszcze na zmiany. Przecież to ewidentnie jest umowa o pracę dziecko w gimnazjum to wie. Mimo że ludzie tam byli świetni to czasami na przerwie na papierosa trzeba było uważać z kim się rozmawia. Jeśli chodzi o wynagrodzenie. To dopiero była tragedia, jak się słuchało jakie ludzie mają opóźnienia to aż się cieszyłam że ja z tym nie miałam problemu. Pracowali tam przeważnie studenci którym zależało na terminowych wynagrodzeniach bo mieli swoje wydatki itd. A co do samej pani szefowej to aż głowa boli jak można być tak cholerną materialistką, umówiła się z nami na spotkanie a mimo to nie przyjechała gdzie ludzie dojeżdżający będący w danym dniu na innej zmianie musieli się stawić kilka godzin wcześniej a ona nas po prostu olewała! Tragedia, syf i [usunięte przez moderatora]. Dobrze że media już się tym zajęły!