Mówi się, że praca w markecie jest dla frajerów i osób lekko upośledzonych umysłowo bądź życiowo niezaradnych. Mówi się, też, że politycy nie kłamią i chcą naszego dobra...
Do Biedronki przy ul. Konopnickiej trafiłem dzięki ogłoszeniu, które wisiało na drzwiach sklepu, a które zniknęło, gdy wchodziłem do niego z CV. Miałem szczęście zapytać o pracę ówczesnego kierownika sklepu, który skierował mnie do pani Ewy - kierownika rejonu (znów miałem to szczęście, że pani Ewa była akurat na sklepie). A teraz po kolei.
Rozmowa bardzo konkretna, bez głupich pytań w stylu "dlaczego chcesz pracować u nas, jak widzisz siebie w firmie za 50 lat" itp. Odpowiadałem szczerze i zostałem przyjęty. Widać było, że pani Ewa stawia na uczciwość.
Co mnie zaskoczyło, to solidna porcja wiedzy o sklepie i pilnowanie szkoleń: Np. nie mogłem obsługiwać wózka elektrycznego, zanim nie przeszedłem praktycznego szkolenia zakończonego egzaminem. Na początku pracowałem tylko na sklepie, żeby lepiej go poznać, na kasę "siadłem" po ok. tygodniu. Co do kasy: Oczywiście formułki jak w każdym markecie, ale mieliśmy limit pomyłek - jeśli pomyliłem się np. o 3 złote nie musiałem oddawać z własnej kieszeni, w 2 stronę też nie było problemu ani pochwał (zakaz oszukiwania w 2 strony).
Załoga i kierownictwo:
Ludzie w Biedronce stanowią najlepszy dowód na to, że w Polsce najłatwiej jest złodziejom i oszustom, bo osoby na poziomie zasuwają w marketach, gdyż wszelkie inne zakłady (przynajmniej w Pabianicach) zostały rozwalone. Krótko mówiąc: Może nie pracujemy z "jajogłowymi", ale z ludźmi szczerymi, życzliwymi i nie podkładającymi nam świni na każdym kroku, a gotowymi pomóc. Atmosfera w zespole zajefajna :)
Kierownik:
Niedługo po zatrudnieniu się moją kierowniczką została Ania, poprzednia kierowniczka była sympatyczna. I nic się nie zmieniło: Z Anią pracowało się na partnerskich zasadach, uważała się za współpracownika, a nie osobę od pokazywania palcem i obnoszenia się. Oczywiście mniej czasu spędzała na sklepie, ze względu na inne obowiązki, ale zawsze służyła radą i odpowiadała na pytania. Kiedy należało - potrafiła potrząsnąć zespołem, niemniej w sposób motywujący, a nie chamski i obraźliwy dla załogi - duży plus dla niej!
Kierownik rejonu:
Czyli pani Ewa. Niektórzy mówili, że straszna to kobieta i w ogóle strach się bać, ja nigdy nic takiego nie odczułem. Owszem, potrafiła opitolić, może czasem była nerwowa, ale potrafiła później przeprosić, jeśli potraktowała kogoś za ostro. Kto jest bez winy - niech pluje... Ale potrafiła też, mimo zajmowanego stanowiska, nie tylko nadzorować zmiany na sklepie, ale aktywnie w nich uczestniczyć, nie zapominając, że ludzie potrzebują przerwy i posiłku... Jak dla mnie znów wielki plus i nie tylko dla mnie, bo większość (jeśli nie wszyscy) załogi nie chciała by mieć innego kierownika rejonu.
Zarobki:
Nic nadzwyczajnego na skalę Polski, ale jeśli o Pabianice chodzi, to mniej zarobicie w niektórych urzędach (!). Czyli w naszej mieścinie bardzo przyzwoicie. Pracowałbym dalej, gdyby nie możliwość wyjazdu za granicę. Jeśli nie boisz się uczciwej i wbrew pozorom ciężkiej pracy i nie pragniesz prestiżu - polecam!