Mac-Graf
Profil oficjalny - płatna współpraca
Mac-Graf
Profil oficjalny - płatna współpraca
Opinie
Otrzymuj powiadomienia o nowych opiniach, ofertach pracy, aktualnościach oraz wywiadach!
Wywiadu udzielił/aJolanta i Robert Synowiec
18.07.2024 08:48
Od zera do jednej z wiodących firm producenckich w branży opakowań – wywiad z Jolantą i Robertem Synowiec, właścicielami firmy Mac-Graf
Lata 90-te w Polsce były okresem dynamicznych zmian gospodarczych i ustrojowych. Właściciele nowo powstających firm musieli uczyć się wszystkiego od podstaw, bazując na wiedzy z zagranicy oraz własnych doświadczeniach. Mimo, że okres ten jest często uważany za idealny do rozpoczęcia działalności, w rzeczywistości był pełen wyzwań i nie wszystkie firmy go przetrwały. Jedną z tych, które odniosły sukces, jest bydgoska firma Mac-Graf, producent materiałów opakowaniowych. Obchodząc swoje 30-lecie, Mac-Graf może się pochwalić imponującym rozwojem – 11 000 produktami w ofercie, 130 pracownikami i 7000 klientów. Co sprawia, że ponad połowa pracowników jest związana z firmą od ponad dekady? Jakie wartości i strategie pozwoliły na rozwój w trudnych warunkach lat 90-tych? Na te pytania odpowiadają Jolanta oraz Robert Synowiec, właściciele Mac-Grafu.
Pani Jolu, Panie Robercie, 30-lecie istnienia firmy to jubileusz, z którego naprawdę można być dumnym. Jak wspominają Państwo początki działalności?
Jolanta Synowiec: Bardzo ciepło wspominam początki, które z jednej strony były trudne, ale adrenalina była wówczas najsilniejsza. Musieliśmy z mężem mocno nagłowić się, co zrobić, aby rozwinąć firmę i stworzyć właściwe warunki do pracy mimo, że nie dysponowaliśmy wówczas nadzwyczajnym biurem czy magazynem. Sami angażowaliśmy się w załadunki i rozładunki. Obecnie choć mamy piękne biuro i duży magazyn, to jednak wciąż z jakimś sentymentem wspominamy to, że nosiliśmy towar wchodząc po schodach na pierwsze piętro. Dziś czegoś takiego na pewno byśmy nie zrobili na starcie, ale to były inne czasy, inne warunki, inne możliwości. Właśnie ten entuzjazm, młodość, które dodawały nam skrzydeł i które dawały nam poczucie, że wszystko jesteśmy w stanie stworzyć i osiągnąć - to było cudowne. Robert Synowiec: Byliśmy zespołem, który się wspierał i motywował. Razem potrafiliśmy się bawić i pracować. Wiedzieliśmy, że gdzieś jest proza życia, która nas dyscyplinowała i nadawała nam pewien rytm, ale mieliśmy wciąż tę nadzieję i fantazję, żeby iść dalej i budować firmę. Myślę, że każde kolejne miejsce, w które wchodziliśmy, było lepsze i to także dodawało nam skrzydeł i nas bardzo napędzało. Wciąż marzyliśmy, myśleliśmy, jakie można byłoby mieć biuro, maszyny, jak można byłoby stworzyć jeszcze lepszy zespół, który byłby coraz bardziej profesjonalny, zarządzany na wyższym poziomie, a praca byłaby jeszcze lepiej zorganizowana. Myślę, że fakt, że słuchaliśmy siebie nawzajem i realizowaliśmy te potrzeby, to były fantastyczne momenty.
A czy start w latach 90-tych był faktycznie tak prosty, jak czasem można usłyszeć? Wiele osób mówi: „wtedy nie było niczego, więc czego by się człowiek nie chwycił, to wypalało”. Rzeczywiście tak było z Państwa perspektywy?
JS: Myślę, że w latach 90-tych nie wszystko było tak proste. Oczywiście pamiętam, że wówczas było sporo osób, które potrafiły pojechać do Niemiec, przywieźć proszki do prania i sprzedać je w Polsce. Jednak generalnie lata 90-te to nie był łatwy czas na rozwój biznesu. Pamiętam, że mieliśmy spotkania z dostawcami zaopatrującymi nas w folię stretch i jeden z przedstawicieli powiedział, że współpracuje z rejonem Polski północnej i jesteśmy jedyną firmą, która przetrwała w latach 90-tych. Świadczy to o tym, że to wcale nie był tak dobry czas do rozkręcania biznesu, jak może się czasem wydawać.
Co zatem Państwa zdaniem sprawiło, że Mac-Graf istnieje, rozwija się i nie zniknął z polskiej mapy przedsiębiorstw produkcyjnych?
JS: Myślę, że udało nam się utrzymać i rozwinąć działalność dlatego, że staraliśmy się pracować inaczej. Wtedy był taki czas, że sprzedawało się wszystko, ale w byle jaki sposób i ludzie byli zwyczajnie tym zmęczeni, a co za tym idzie również nieufni. Sprzedawano im wiele towarów wadliwej jakości. To dzisiaj może wydawać się zaskakujące, ale w tamtych czasach, kiedy kupiło się nowy sprzęt, który nie działał i nie można było go zareklamować to… było to normalne. Dlatego ludziom towarzyszyła rezerwa i brak zaufania. Tak samo w branży opakowań – klienci nie rozumieli, że jardy i metry to nie ta sama jednostka miary, że waga rolki liczona jest netto i brutto. To były informacje, którymi wiele firm się nie dzieliło w sposób otwarty. Wprowadzanie klientów przez handlowców w błąd, było rzeczą powszechną i praktyką ogólnie stosowaną. My przekazywaliśmy informacje rzetelne, które zwiększały poziom świadomości i zaufania. To było mnóstwo trudnych działań. Musieliśmy zrobić rewolucję, bo wówczas istniało sporo hurtowni, które były naszą konkurencją i wcale nie było łatwo na tle tej konkurencji zaistnieć.
A czy w branży opakowaniowej legendarne w tamtym czasie łapówki faktycznie istniały?
RS: Łapówkarstwo było powszechnie stosowaną praktyką. Trudno było dotrzeć do klienta, jeśli nie dostał on łapówki. My bardzo uparliśmy się na to, że w ten sposób nie będziemy funkcjonować, ale możemy za to zaoferować lepsze ceny. Pokazywaliśmy korzyści, które płyną dla przedsiębiorstwa ze współpracy z nami. Mieliśmy dobrej jakości produkty, sprzedawaliśmy rzetelnie i uczciwie oraz bez łapówek. Mogliśmy wówczas sobie pozwolić na niższe marze. Niemniej musieliśmy dotrzeć do właściwych miejsc, bo funkcjonowało wtedy sporo firm, w których pracowali zaopatrzeniowcy, czekający na pieniądze. Była jednak rzesza osób , która chciała pracować inaczej, podobnie jak i my. W ten sposób zbudowaliśmy naszą firmę – na rzetelnych relacjach i uczciwej sprzedaży.
Pani Jolu, a czy jako kobieta w biznesie, widzi Pani tę dysproporcję, o której mówią statystyki, że polska przedsiębiorczość jest zdominowana przez mężczyzn?
JS: Kobieta w biznesie była i wciąż uważam, że jest mniej widoczna i mniej powszechna niż mężczyzna i gdzieś się utarło takie przeświadczenie, że mężczyzna sobie lepiej w biznesie radzi. Pewnie opiera się to o fakt, ze mężczyzna nie rodzi i nie przechodzi przez okres macierzyństwa, choć oczywiście dziś wielu mężczyzn jest zaangażowanych w tacierzyństwo. Osobiście sądzę jednak, że w biznesie jest miejsce zarówno dla mężczyzny, jak i dla kobiety. W ogóle nie uważam, żeby kobiety gorzej sobie radziły w tym obszarze. Pewnie dlatego, że sama jestem kobietą, ale prawda jest taka, że na wielu spotkaniach zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. To dla mnie smutne i mentalnie się z tym nie zgadzam. Kobiety mają wiele doskonałych cech. Nie chcę, aby zabrzmiało to zbyt feministycznie, bo uważam, że zarówno kobiety jak i mężczyźni mają cechy do prowadzenia biznesu. Myślę jednak, że kobiety mają w sobie większą drobiazgowość, dbałość o szczegóły, może nawet większą pracowitość, która w połączeniu z konsekwencją, może być bardzo owocna.
Jak się Pani czuje we współpracy z mężczyznami?
JS: Przez lata nauczyłam się tego, ze współpracuję z wieloma mężczyznami, bo mężczyzn reprezentujących firmy jest po prostu więcej. Na wielu imprezach, bankietach to widać - męskie grono jest znacznie większe. Niemniej jest to bardzo trudne zadanie. Gdy idę na produkcję, gdzie mamy samych mężczyzn i mam przeprowadzić kontrolę, weryfikuję stanowiska pracy wraz z szefem produkcji czy kierownikiem magazynu, sprawdzam, czy wszyscy dbają o BHP i kulturę pracy, to nie jest to łatwe. Ta rola jest obarczona pewnego rodzaju stresem, napięciem i trudnościami, które z naturą delikatnej kobiety teoretycznie nie idą w parze. To nie jest jednak tak, że tych zadań nie jesteśmy w stanie wykonać. Czasami może się okazać, że te zadania mogą być wykonywane przez kobietę lepiej. Tak naprawdę, jest to zależne tylko od osobowości i wewnętrznych predyspozycji.
Wróćmy na chwilę do samych początków, do elementu, który nie dla wszystkich może być oczywisty – skąd wzięła się nazwa firmy - Mac-Graf? Jaka jest jej geneza?
JS: Nazwa firmy powstała z połączenia dwóch słów – Mac pochodzi od nazwy komputerów Macintosh, a „Graf” od słowa grafika, ponieważ firma na początku istnienia zajmowała się grafiką komputerową. Projektowaliśmy wówczas m.in. opakowania, a następnie rozwinęliśmy sprzedaż tych opakowań.
I faktycznie projekty powstawały na Macu? Wówczas te komputery były pewnie okrutnie drogie?
JS: Tak, pracowałam na Macu i z tym wiąże się historia, którą wspominam do dzisiaj. Kiedy podjęłam działalność graficzną, musiałam kupić sprzęt komputerowy jako podstawowe narzędzie mojej pracy, na którym miałam wykonywać opracowania graficzne. Ważne dla mnie było, żeby mieć sprzęt profesjonalny, doskonałej jakości. Takim sprzętem, który wówczas pojawił się na rynku i który był niewyobrażalnie drogi, był komputer Macintosh. Kupno takiego sprzętu było naprawdę wyzwaniem, ale dostałam pewien wkład na mieszkanie własnościowe, które wtedy było marzeniem ściętej głowy młodego człowieka. Ja wówczas ten wkład postanowiłam wykorzystać na… kupno komputera. W tamtym czasie kosztował on bodajże 15 000 złotych, co było ogromną kwotą. Nawet dzisiaj jest to duża kwota. Zaskoczyłam tym mojego męża bardzo i go podziwiam za to, że wówczas zachował zimną krew. Choć sytuacja była zaskakująca, to powiedział, że cieszy się z mojej odwagi. Dziś uważam, ze to nie była mądra decyzja, bo to nie dzięki temu sprzętowi udało mi się rozwinąć. Rozwój bowiem oparłam o opakowania, a nie o grafikę. To była dla mnie ważna lekcja. Mogłam przekonać się na własnej skórze, że trzeba mądrzej inwestować i zastanowić się kilka razy, zanim podejmie się jakąś decyzję. Gdy podejmowałam wszystkie późniejsze – zawsze miałam z tyłu głowy pierwszy komputer. Czasami te decyzje może i były ryzykowne, ale oparte o dobre przesłanki dające szanse na powodzenie.
Czy pamiętają Państwo jakiś moment kryzysowy? Zakładam, że prowadząc firmę przez tyle lat, nie da się takich sytuacji uniknąć.
JS: Wszystko zależy od tego, co nazywamy kryzysem. Dla mnie moment kryzysowy nastąpił wtedy, gdy poczułam się mentalnie zmęczona trudnościami związanymi z prowadzeniem działalności. Kiedy mieliśmy sporo trudnych do wdrożenia inwestycji i musieliśmy mocno mobilizować się finansowo, żeby doprowadzić je do końca i przetrwać ten trudny czas. Kiedy inwestycje pochłonęły dużą część środków, to był trudny moment poradzenia sobie z utrzymaniem działalności, z płynnością finansową, z utrzymaniem zaufania naszych dostawców.
Przejdźmy do tych milszych wspomnień – co odbierają Państwo, jako Wasz największy sukces w biznesie po tych 30 latach?
JS: To jest bardzo trudne pytanie. To tak, jakby powiedzieć, który moment w życiu własnego dziecka uważamy za najlepszy jego rozwój, a to właściwie są różne etapy. Wrócę na chwilę do trudności - chyba najtrudniej było mi wtedy, gdy budowaliśmy zespół, który chcieliśmy, żeby nam zaufał. Gdy staraliśmy się pokazać, że mamy pomysł, że jesteśmy w stanie go zrealizować, że jesteśmy zdeterminowani i konsekwentni w działaniu. Zbudowanie zaufania osób, które poszły za nami, było bardzo trudne. Dzisiaj, wracając do owego sukcesu - z perspektywy czasu uważam, że to jest właśnie nasze największe osiągnięcie. Nadal znaczna grupa z tych osób pracuje w Mac-Grafie.
Właśnie! Ponad 50% wszystkich pracowników Mac-Grafu pracuje w firmie minimum 10 lat – to piękna i coraz mniej popularna lojalność. Co sprawia Państwa zdaniem, że nie zmieniają oni miejsca pracy? Jakie wartości Państwu na co dzień przyświecają w prowadzeniu firmy?
RS: Nasz system wartości jest niezmienny. Te wartości, które były dla nas ważne 30 lat temu, nadal są i mamy nadzieję, że wciąż będą ważne. Pewnie wraz z dojrzałością, której nabieraliśmy, system wartości się rozbudowywał. W biznesie zawsze opieraliśmy się na zaufaniu i na zaangażowaniu. Myślę, że to było podstawą do naszego rozwoju, do budowania relacji, do chęci do pracy. Ważne jest to, abyśmy potrafili się wzajemnie motywować, polegać na sobie, bo wtedy nam się po prostu chce. JS: Wiele jednak zależy od samych ludzi. W moim odczuciu ich poziom pracy jest niezwykły. Pamiętam, że przyjeżdżali do nas Włosi, którzy analizowali maszyny, sprawdzali, czy nasz zespół produkcyjny po kilku latach wciąż dobrze pamięta, jak należy je obsługiwać, czy technologia jest właściwie wdrażana - wtedy Aleks (przedstawiciel dostawcy) powiedział: „ja nie wierzę w to, że Wasza maszyna była używana, bo wygląda, jakby była nowa”, a było to po 5 latach od jej uruchomienia. Fakt, że ludzie mieli u nas zaszczepiony odpowiedni poziom pracy, że potrafią dbać o sprzęty, to jest także odpowiednia komunikacja i sposób zarządzania. To właśnie to porozumienie, że wszyscy pracujemy w imię tej samej sprawy. Czasami te interesy mogą być różne dla różnych osób, ale mimo wszystko więź z naszymi pracownikami jest wyjątkowa. Widać to między innymi w jakości produktów czy stanie technicznym naszych urządzeń. To, że mamy serwis, którym zarządza Pan Arek, który faktycznie wie, jak wszystko powinno wyglądać oraz że wszyscy dbają o maszyny, jak o swój własny sprzęt - to jest uważam nadzwyczajne. Tak mogłabym opowiadać o każdym dziale. Zawsze zależało nam na tym, aby utrzymać odpowiedni poziom kultury organizacyjnej, ale nie bylibyśmy w stanie tego stworzyć, gdyby zespół osób zarządzających nie wierzył w podobne wartości.
Życzę zatem Państwu i firmie kolejnych 30. i więcej lat działalności, wzrostu i utrzymania tej niezwykłej w dzisiejszych czasach kultury organizacyjnej.
JS: Dziękujemy bardzo. Myślę, że z tymi ludźmi i każdą kolejną osobą, która będzie równie zaangażowana we wspólne działanie, jest to realny cel, a nie tylko nasze marzenie.
Wywiadu udzielił/aSandra
04.04.2024 15:20
Chcemy Cię lepiej poznać. Napisz proszę, jaką historią chcesz się z nami podzielić?
Wiele lat swojej kariery zawodowej spędziłam w korporacjach - zaczęłam od pracy na infolinii i, wraz z rozwojem, awansowałam, rozwijałam się i przechodziłam do kolejnych korporacji. To wydawało mi się naturalne. Nigdy nie myślałam o pracy w mniejszej firmie, bo w Polsce kojarzą mi się z tzw. "Januszexami". Chyba się bałam, że będę wyzyskiwana, że pracodawca nie będzie spełniał swoich obietnic, że nie będę w stanie się rozwijać. Nadszedł jednak moment, w którym pracą w korporacjach byłam zmęczona - długi proces decyzyjny, nadmuchane struktury, rywalizacja między działami... Postanowiłam zaryzykować i poszukać pracy w mniejszej firmie (nie bez obaw). Finalnie wybrałam jedną z dwóch firm (obie nie były korporacjami) i postawiłam na tę, w której obecnie pracuję. Jestem tutaj krótko, ale z uwagi na to, jak mnie zaskoczyła tym, że można prowadzić mniejszą firmę i tworzyć przyjazne miejsce pracy, chciałam zachęcić innych ludzi, którzy utknęli w korporacjach, aby spróbowali wyjść poza te ramy.
Na jakim stanowisku pracujesz i na czym ono polega? Napisz, co robisz na co dzień w firmie, czym się zajmujesz?
Trafiłam do Mac-Grafu z klasycznej rekrutacji i rozpoczęłam pracę na stanowisku Marketing & Brand Managerki. Moim celem jest wsparcie działu sprzedaży poprzez efektywne działania marketingowe, budowanie wizerunku w oczach potencjalnych klientów i tworzenie oraz realizację strategii marketingowej. To ogrom różnorodnej pracy, ale bardzo się z tego powodu cieszę, bo lubię, gdy w pracy wiele się dzieje.
Czy masz możliwość pracy zdalnej? Jeżeli nie, z czego wynika ta decyzja?
Pracuję hybrydowo - 2 dni z biura i 3 dni zdalnie, ale mój szef jest elastyczny pod tym kątem. To dla mnie ważne, bo dojeżdżam do pracy z Torunia, a to godzina drogi w jedną stronę. Do biura przyjeżdżam, aby budować relacje, poznawać współpracowników i spotykać się twarzą w twarz, a w domu z kolei mogę się w 100% skupić na zadaniach (i przy okazji się wyspać :)).
Jak długo pracujesz w tej firmie?
To może być najbardziej zaskakujące dla osoby, która trafi na moją opinię, ale to... miesiąc. Jednak prawda jest taka, że w większości firm już w pierwszych dniach można poczuć, czy się do nich pasuje, jaka panuje atmosfera, jacy wobec siebie są ludzie. Jestem na tyle zaskoczona, że postanowiłam podzielić się swoją opinią.
Czy polecił(a)byś pracę w tej firmie swojemu przyjacielowi? Uzasadnij swoją odpowiedź.
Tak! W trakcie procesu rekrutacji okazało się, że pracuje tu przyjaciółka mojej przyjaciółki. Zasięgnęłam więc języka na temat firmy "u źródła" i była to opinia pozytywna. To przekonało mnie do tego, że warto iść w tym kierunku. Teraz ja mogę polecić aplikowanie do Mac-Grafu, bo sama przekonuję się na własnej skórze, co powoduje, że ludzie pracują tutaj po 15 lat i więcej - jesteś tu taktowany jak człowiek, nie wiersz w Excelu.
Wskaż dwa (lub więcej) pozytywne aspekty pracy w tej firmie. Uzasadnij odpowiedzi.
Czynników jest wiele, ale te, które były najważniejsze dla mnie to: profesjonalny onboarding - nie musiałam biegać za sprzętem po całej firmie (co już przerabiałam w korporacjach). Nie dość, że szef zapytał mnie przed rozpoczęciem pracy, jakiego sprzętu będę potrzebowała, to wszystko czekało na mnie na biurku; mój szef miał dla mnie od samego początku mnóstwo czasu - już pierwszego dnia zobaczyłam, jak wygląda produkcja, magazynowanie oraz posłuchałam historii firmy; współpracownicy przyjęli mnie bardzo ciepło i czułam się jak część firmy już w pierwszym tygodniu (a osoby, które dołączyły do firmy w podobnym czasie, w trakcie rozmów ze mną mówiły: "Hej, ale tu wszyscy są bardzo mili!"); otwartość na pomysły - każdy pomysł czy sugestia spotyka się z otwartością, a dyskusje na ten temat są merytoryczne; nie ma tutaj "nie, bo nie" albo "nie, my wiemy lepiej, bo prowadzimy tę firmę od 30 lat"; gotowość do korzystania z mojej wiedzy - czuję, że niezależnie od stanowiska i stażu, współpracownicy (łącznie z kadrą zarządzającą) chcą czerpać z mojej wiedzy i doświadczenia, nie spotykam się z murem. Wiele jest tych elementów, ale co najważniejsze - poczułam ulgę. Widzę, że to możliwe, aby dołączyć do nie-korpo i być traktowanym z szacunkiem, otwartością - po prostu po ludzku.
Wskaż dwa (lub więcej) negatywne aspekty pracy w tej firmie. Uzasadnij odpowiedzi.
Szczerze? Nic negatywnego mnie nie spotkało. Oczywiście, mogłabym marudzić, że nie ma karty Multisport (owocowe czwartki nie są potrzebne, bo owoce w kuchni są codziennie) etc., ale prawda jest taka, że ja tego nie potrzebuję. Dlaczego? Praca w korporacjach pokazała mi, że żadne, nawet najbardziej wymyślne benefity, nie zastąpią radości z tego, że pracuje się po prostu w przyjaznej atmosferze.
Jakie są możliwości rozwoju na aktualnym stanowisku / w Twoim dziale? Z czego to wynika?
Dopiero dołączyłam do firmy, ale dla mnie rozwój oznacza samodzielność i naukę nowych obszarów oraz możliwość kontaktu z osobami z firmy, które chcą się dzielić swoją wiedzą. Nie jest to takie oczywiste. Nie jeden raz pracowałam w miejscach, w których zatrudnieni byli mądrzy ludzie, ale nie chcieli się dzielić swoją wiedzą ekspercką z uwagi na wewnętrzną rywalizację, brak czasu lub brak kultury organizacyjnej w tym kierunku. W tej firmie widzę, że jest otwartość na współdziałanie, wymianę spostrzeżeń i doświadczeń w atmosferze szacunku. Uważam bowiem, że więcej nauczę się w praktyce pracy z osobami mądrzejszymi ode mnie, niż w trakcie szkoleń, choć będę miała możliwość uczestniczenia w targach czy konferencjach.
Czy szkolenia są zaplanowane i jak często się odbywają? Napisz jakich obszarów/ tematyki dotyczą.
Szkolenia dopasowywane są każdorazowo do specyfiki pracy na danym stanowisku. Pracuję tu zbyt krótko, aby odpowiedzieć rzeczowo, ale moje stanowisko wiąże się między innymi z obecnością na eventach branżowych, takich jak targi i konferencje, gdzie mogę podążać za trendami, ale i poznawać nowych ludzi. To dla mnie wartość. Wiem jednak, że jeśli będę potrzebowała zgłębienia wiedzy w jakiejś dziedzinie, spokojnie mogę o tym ze swoim szefem porozmawiać.
Jak oceniasz atmosferę pomiędzy pracownikami firmy?
Podejrzanie pozytywna! A tak zupełnie serio - Mac-Graf to firma rodzinna i u wielu osób mogłoby to zapalić czerwoną lampkę (przez skojarzenia z historiami zasłyszanymi z różnych miejsc), ale prawda jest taka, że to sprawia w Mac-Grafie, że ludzie dbają o relacje jeszcze bardziej. Każdy traktowany jest z szacunkiem - niezależnie od stanowiska.
Jak oceniasz atmosferę pomiędzy pracownikami a pracodawcą/kadrą zarządzającą?
Czuję pełną otwartość i szczerość. Wymieniamy się argumentami i rozmawiamy merytorycznie, a stanowisko nie ma znaczenia. Przy tym atmosfera jest bardzo przyjazna - nie ma korporacyjnego zadęcia i historii w stylu "z prezesem nie możesz jeździć jedną windą" (a takich doświadczałam).
Co najbardziej wpływa, według Ciebie, na atmosferę w firmie. Wskaż przykłady sytuacji i zachowań.
Wspólne cele i granie do jednej bramki. Na koniec dnia pracujemy na sukces jednej firmy i każdy z nas przykłada do tego swoją cegiełkę - nie ma rywalizacji. A jeśli jest jakieś niezrozumienie, to rozmawiamy. Dodatkowo widać, że dla pracowników priorytetem jest to, aby przychodzić do pracy bez bólu brzucha, co sprawia, że każdy traktuje innych tak, jak sam chciałby być traktowany.
Czy pracodawca wywiązuje się z ustalonych warunków współpracy? Jeśli nie, co nie jest zgodne z ustaleniami?
Tak. Nie słyszałam też nigdy o tym, aby były przypadki, że ktoś nie dostał pensji na czas czy zasłużonej premii.
Dzięki GoWork masz właśnie możliwość zasugerowania swojemu CEO/ Właścicielowi istotnych zmian. Co byś mu powiedział/a o organizacji i doradził/a co poprawić w firmie?
Aby dalej dbał o ludzi i relacje w zespołach, bo to jest siła tej firmy. Dopóki pracownicy nie będą tylko wierszami w Excelu, a ludźmi, dopóty będą efektywnie pracować na wzrost firmy.