Mój komentarz nie ma na celu oceny samego pracodawcy, ponieważ nie podjąłem decyzji o zatrudnieniu się w firmie a jedynie oceny procesu rekrutacji jak i samych moich wrażeń. Zacznijmy od tego, że spotkanie w sprawie pracy miało miejsce co prawda w siedzibie kancelarii z potencjalnym przełożonym ale w tzw. piwnicy, w której trzymane są akta procesowe dotyczących spraw jakie są obsługiwane w kancelarii. No może piwnica to zbyt mocne określenie, natomiast pomieszczenie schodami w dół wypełnione stalowymi szafami raczej nie przywozi na myśl typowej sali konferencyjnej lub innej salki do spotkań w cztery oczy. Standardowe pytania o przebieg pracy i doświadczeniu. Co mi się nie spodobało to ocena moich umiejętności rozmowy i negocjacji bez sensownego ich sprawdzenia. Duży nacisk na widzę prawną bo sprawy są stare i najpewniej już przedawnione oraz pozbawione aktualnych danych. Z rozmowy wyszło, że więcej jest pracy z samymi aktami i poszukiwaniem danych cokolwiek to znaczy, niż faktycznej windykacji. Następnie sprawdzenie wiedzy prawnej na takim poziomie jakby praca nie dotyczyła pracy na słuchawki a przynajmniej pisaniu orzeczeń czy postanowień. Wszystko po to aby zaproponować umowę zlecenie na warunkach finansowych kompletnie nieadekwatnych do dzisiejszych realiów. Stawka godzinowa z niby premią lub stałe wynagrodzenie podstawowe bez premii. Do tego dochodzi lista wymagalnych artykułów do nauczenia się przez kandydata co jasno pokazuje, że sama kancelaria nie za bardzo szkoli pracownika. Odstąpiłem od zatrudnienia. Ogólnie wrażenia i same warunki słabe. Dla kogo ta praca? Na pewno nie dla aktywnych lub poszukujących pracy z doświadczeniem windykacyjnym bo tu raczej ciekawego projektu nie doświadczycie. Nowicjusze także raczej nie mają czego tu szukać. Może gdybym był emerytem to ewentualnie aby sobie dorobić.