Czy jeden film w sieci może kosztować stanowisko? Coraz więcej spraw pokazuje, że aktywność pracownika w sieci podlega ocenie nie tylko internautów, ale i sądów pracy. Głośny przypadek kierowniczki drogerii dowodzi, że zwolnienie za film na TikToku może być w pełni legalne, jeśli narusza prawa pracowników i przepisy o ochronie danych.
Krytyka w internecie czy mobbing? Sąd nie miał wątpliwości
Sprawa zaczęła się od nagrania opublikowanego w mediach społecznościowych. Kierowniczka drogerii zamieściła na TikToku film, w którym wyśmiewała nową pracownicę. Kobieta zestresowana pierwszymi dniami pracy nie potrafiła znaleźć na klawiaturze klawisza „enter”. Zdarzenie zostało nie tylko nagrane, ale też opatrzone krytycznym komentarzem i udostępnione szerszemu gronu, w tym współpracownikom.
Nagranie szybko zaczęło żyć własnym życiem. Inni pracownicy, widząc materiał w grupie w mediach społecznościowych, reagowali śmiechem i komentarzami, co dodatkowo pogłębiało upokorzenie bohaterki filmu. W efekcie kobieta z powodu stresu zdecydowała się zmienić pracę.
To jednak nie był jedyny problem. Przełożona publikowała również nagrania z monitoringu, na których widoczni byli pracownicy oraz osoby podejrzewane o kradzież. Takie działanie naruszało nie tylko wewnętrzne zasady firmy, ale również przepisy RODO.
Sprawa trafiła do sądu, gdy zwolniona dyscyplinarnie kierowniczka zażądała 15 tys. zł odszkodowania. Argumentowała, że jej wpisy w social mediach nie powinny być podstawą rozwiązania umowy o pracę. Sąd był jednak innego zdania.
Zwolnienie za krytykę w internecie – gdzie przebiega granica?
Sąd rejonowy uznał, że działania przełożonej stanowiły ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. Kluczowe było nie samo komentowanie pracy podwładnych, lecz forma i sposób tej krytyki.
W uzasadnieniu podkreślono, że:
- publiczne udostępnianie wizerunku pracowników bez ich zgody jest naganne,
- publikowanie nagrań z monitoringu narusza przepisy o ochronie danych osobowych,
- wyśmiewanie, obrażanie i używanie wulgaryzmów wobec podwładnych przekracza granice dopuszczalnej krytyki.
Szczególnie istotne było to, że kierowniczka nie ograniczała się do oceny pracy, lecz dopuszczała się personalnych ataków. W ocenie sądu takie zachowanie mogło nosić znamiona mobbingu.
Wyrok jasno pokazuje, że zwolnienie za krytykę w internecie jest możliwe, jeśli pracownik (zwłaszcza na stanowisku kierowniczym) narusza godność innych osób lub działa na szkodę pracodawcy. Co ważne, nawet prywatne konto w mediach społecznościowych nie chroni przed konsekwencjami, gdy publikowane treści dotyczą pracy i współpracowników.
Ten przypadek to ważny sygnał: granica między prywatnością a obowiązkami zawodowymi w sieci jest coraz cieńsza. Aktywność pracownika w sieci, szczególnie w formie nagrań czy relacji, może zostać uznana za element wykonywania pracy, a tym samym podlegać ocenie prawnej.
Źródło: rp.pl