Zwolnienia w Poczcie Polskiej wywołały prawdziwy chaos – placówki działają w ograniczonych godzinach, kolejki rosną, a przesyłki zalegają na zapleczach. Klienci skarżą się na opóźnienia i błędnie wystawione awiza, a pracownicy mówią wprost o dramatycznych warunkach pracy. Czy sytuacja w Poczcie Polskiej ma szansę się poprawić, czy czekają nas kolejne problemy?
Fala zwolnień paraliżuje Pocztę Polską
Od początku roku Poczta Polska wdraża program „transformacji spółki”, który zakłada m.in. „optymalizację zatrudnienia”. W praktyce oznacza to masowe zwolnienia – w pierwszych miesiącach 2024 roku liczba pracowników zmniejszyła się już o około 3–4 tysiące osób.
– Dalsze zmniejszanie zatrudnienia sprawi, że będzie tylko gorzej – alarmuje Interii Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty, w rozmowie z Interią.
Program Dobrowolnych Odejść (PDO) objął około 2,5 tysiąca pracowników, natomiast kolejne tysiąc osób zostało zwolnionych w ramach redukcji etatów. Wiele osób zdecydowało się także na odejście z własnej woli, nie widząc perspektyw na stabilną pracę w firmie.
Chaos w placówkach – długie kolejki i zagubione przesyłki
Zmniejszenie liczby pracowników błyskawicznie odbiło się na jakości usług. W placówkach pocztowych kolejki są coraz dłuższe, wiele okienek pozostaje nieobsadzonych, a godziny otwarcia placówek są skracane. W efekcie rośnie liczba zalegających listów i paczek, które nie trafiają do odbiorców na czas. Natalia, listonoszka z pięcioletnim stażem, której wypowiedź przytacza Interia, wskazuje, że w rzędzie, w którym pracuje na ekspedycji pracowało dwóch ludzi, teraz został jeden. Listonoszy było 21, teraz jest mniej. Okienka obsługiwało sześć osób, a teraz tylko dwie.
Podobne sytuacje można zaobserwować w wielu miejscach w Polsce. Klienci skarżą się na opóźnienia w dostarczaniu korespondencji, a także na nieprawidłowo wypełnione awiza.
– Listonosz zostawił awizo i wpisał adres poczty, pod którym miałam odebrać przesyłkę. Problem w tym, że adres został wpisany błędnie, a list znajdował się w zupełnie innym miejscu – relacjonuje Joanna, jedna z klientek Poczty Polskiej.
Pracownicy czują się oszukani: „Czujemy się jak niewolnicy”
Wielu pracowników skarży się na drastyczne pogorszenie warunków pracy. Ci, którzy pozostali na stanowiskach, są przeciążeni obowiązkami.
– Nie mamy żadnych konkretów, traktują nas jak śmieci. Mamy pracować i o nic nie pytać. To podchodzi pod mobbing – mówi rozgoryczona listonoszka.
Dodatkowo, osoby, które nie skorzystały z Programu Dobrowolnych Odejść, znalazły się w trudnej sytuacji. Jak tłumaczy Robert Czyż, w rzeczywistości program ten nie był tak dobrowolny, jak mogłoby się wydawać.
– To działa tak, że pracodawca wskazuje osoby, którym chce zaproponować takie odejście – mogą z tej propozycji nie skorzystać, ale wtedy automatycznie wpadają w zwolnienia grupowe. To trochę taki wybór jak między dżumą a cholerą – komentuje przewodniczący związku zawodowego.
Poczta Polska – co dalej ze zwolnieniami?
Poczta Polska nie ukrywa, że proces zwolnień może być kontynuowany. Wstępne założenia mówiły nawet o redukcji 8 tysięcy etatów. Obecnie mówi się o zmniejszeniu tej liczby do około 3 tysięcy, ale nie ma pewności, czy na tym się skończy.
Jednocześnie, pracownicy obawiają się wprowadzenia nowego regulaminu wynagradzania, który może być dla nich niekorzystny.
– Z pewnością na dniach wprowadzony zostanie nowy regulamin wynagradzania. Jesteśmy przekonani, że nie będzie on korzystny dla pracowników. I w związku z tym ludzie sami też będą odchodzić – podsumowuje Robert Czyż.
Sytuacja w Poczcie Polskiej staje się coraz bardziej napięta. Z jednej strony firma zmaga się z ogromnymi stratami finansowymi, z drugiej – dramatyczne braki kadrowe po zwolnieniach w Poczcie Polskiej sprawiają, że jakość usług znacząco się pogarsza. Wydaje się, że jeśli zarząd nie podejmie szybkich i skutecznych działań, chaos w placówkach pocztowych będzie się tylko pogłębiał.
Źródło: Interia.pl