Wielkanoc 2025 zapowiada się mniej radośnie, przynajmniej dla tych, którzy już teraz ruszyli na przedświąteczne zakupy. Zamiast korzystnych ofert i cenowych okazji, Polacy spotykają się z ograniczoną liczbą promocji i rosnącymi cenami produktów niezbędnych na świątecznym stole. Eksperci ostrzegają, że tym razem zakupy mogą uderzyć w domowe budżety mocniej niż w ubiegłym roku. I choć nikt nie mówi wprost o „cenowym armagedonie”, to trudno oprzeć się wrażeniu, że nie będzie to spokojna Wielkanoc – przynajmniej przy kasie.
Ceny w górę, promocji mniej – konsumenci tracą grunt pod nogami
Jak wynika z analiz cytowanych w artykule, koszyk zakupowy może w tym roku kosztować nawet o 5–10 proc. więcej niż w 2024. Wzrosty dotyczą przede wszystkim żywności, ale także chemii gospodarczej i artykułów dziecięcych. Wpływ na to mają wyższe koszty produkcji i transportu – to już dobrze znana melodia – ale również ograniczenie asortymentu. Mniej wyboru to mniej konkurencji między markami, a więc większa swoboda w kształtowaniu cen.
Dr Andrzej Faliński tłumaczy, że sklepy wykorzystują tę sytuację i mogą „zażądać od klienta więcej pieniędzy niż w zeszłym roku”. Jednocześnie zapewnia, że nie spodziewa się spektakularnego wzrostu cen – ale skromne kilka procent w górę może już wystarczyć, by zakupy były znacznie bardziej odczuwalne.
Nieco bardziej konkretnie wypowiada się Robert Biegaj, wskazując, że tuż przed świętami ceny podstawowych produktów mogą wzrosnąć o 6–7 proc., a niektóre kategorie – jak masło czy produkty tłuszczowe – już teraz podrożały o odpowiednio 16 proc. i nawet 30 proc. rdr. Jeśli więc ktoś liczy, że „ostatni tydzień” przyniesie promocje, może się gorzko rozczarować.
Wojna cenowa, która omija świąteczne stoły
Teoretycznie trwa wojna cenowa między dyskontami. W praktyce jednak – jak zauważa Julita Pryzmont – promocje nie dotyczą kluczowych produktów wielkanocnych. Obniżki pojawiają się tam, gdzie sklepy mają problem ze sprzedażą – w kategoriach niekojarzonych ze świętami. To klasyczna taktyka: przyciągnąć klienta przecenionym towarem, a zarobić na tym, co rzeczywiście trafi do koszyka.
Ekspertka nie pozostawia złudzeń: nie będzie gratisów, pakietów, wielkich obniżek na jajka, kiełbasę czy majonez. Te produkty i tak się sprzedadzą – sieci nie mają powodu, by rezygnować z marży. W dodatku dobór świątecznego asortymentu pozwala na dobrą sprzedaż bez specjalnych zabiegów marketingowych.
To powoduje pewien zgrzyt. Z jednej strony konsumenci liczą na „tradycyjne świąteczne promocje”. Z drugiej – handel z premedytacją ustawia rabaty tam, gdzie ich koszt jest najniższy. A może to tylko kwestia percepcji? Może przyzwyczailiśmy się do iluzji zniżek i teraz, gdy ich mniej, czujemy się okradani?
Kiedy kupować, by nie przepłacić?
Choć sytuacja wydaje się trudna, eksperci wskazują kilka strategii. Zakupy produktów o długim terminie przydatności warto zrobić z wyprzedzeniem – najlepiej już teraz. Im bliżej świąt, tym większe ryzyko nie tylko wzrostu cen, ale też braków w asortymencie. Z kolei świeże towary najlepiej kupować na ostatnią chwilę – wtedy pojawią się krótkoterminowe promocje.
Warto jednak zachować czujność. Nie każda promocja oznacza realną oszczędność. Może się okazać, że przeceniony towar to tylko przynęta, a reszta sklepu nadrabia marżą. W efekcie klient zostawia więcej pieniędzy, niż planował. A przecież nie taki był plan.
W marcu – jak podają analitycy UCE Research i Hiper-Com Poland – sklepy znacząco ograniczyły liczbę promocji. W porównaniu z lutym odnotowano niemal 14-procentowy spadek liczby rabatów rok do roku. To wyraźny sygnał: czekanie z zakupami może się w tym roku po prostu nie opłacić.
Wielkanoc ma być czasem spokoju i wspólnego świętowania. Szkoda, że coraz częściej zaczyna się od nerwowego przeliczania paragonów.
Źródło: businessinsider.com.pl